Psychoterapia |
||||||||||
Porady psychologiczneStrona zawiera niektóre porady psychologiczne, udzielone przez internet w latach 1999-2000. Ze względu na brak czasu, w następnych latach zakonczylem udzielanie porad. Mam nadzieję, że wśród odpowiedzi na pytania innych osób uda się Państwu znaleźć potrzebne informacje. Porady zostały uporządkowane tematycznie w następującej kolejności: Bulimia Problemy osób bliskich osobom chorym na bulimię Nerwice Problemy dorosłych dzieci alkoholików Uzależnienie od alkoholu Problemy małżeńskie InneBulimiaSzanowny Panie Boguslawie, Bardzo ciesze sie, ze odnalazlam Pana strone gdyz pewnie nigdy nie zdobylabym sie na odwage zeby opowiedziec komukolwiek o moim problemie w inny sposob. Droga Pani Barbaro,
w takim razie dobrze, ze Pani napisala do mnie. Od mniej wiecej trzech lat cierpie na bulimie, tyle tylko, ze chyba nie jestem statystycznym przypadkiem cierpiacym na te chorobe poniewaz juz dawno nie mieszkam z rodzicami i nie dochodzi miedzy nami do wiekszych nieprozumien. Oczywiscie. Jednak ma Pani nadal w swojej
glowie poglady rodzicow na swoj temat. Choc w przeszlosci bylo zupelnie inaczej. Wlasciwie od urodzenia bylam odrzucana przez ojca, a bardzo pragnelam jego akceptacji. We wszystkim co robilam bylam gorsza od mojej mlodszej siostry, ktora zawsze byla ladniejsza grzeczniejsza, madrzejsza i przez to bardziej rozpieszczana przez ojca. Rozumiem i wspolczuje. W takiej sytuacji dziecko,
nawet gdy rozumie niesprawiedliwosc takiego postepowania, ma tendencje do
obwiniania siebie za swoj los. Tymczasem postepowanie ojca bylo w oczywisty
sposob niewlasciwe. Sytuacja ulegla zmianie dopiero przed paroma laty, kiedy to okazalo sie, ze moja siostra jest niedorajda zyciowa i mimo ze taka sliczna to w zyciu radzi sobie gorzej i przy okazji dostarcza rodzicom wielu niepowodzen. Kiedy okazalo sie, ze zaczynam osiagac sukcesu tato nagle zmienil front i ni stad ni zowad bardzo mnie pokochal. Przykro
mi, gdy rodzice uzalezniaja swoja milosc dla dziecka od jego osiagniec. Na
szczescie znaczna czesc rodzicow, jak sadze, kocha swoje dzieci bezwarunkowo,
za to tylko, ze sa. Byc moze Pani ojciec czuje sie niepewnie i
uzaleznia swoje poczucie wartosci od sukcesow dzieci. Byc moze sam byl podobnie
traktowany. Mozna probowac zrozumiec jego zachowanie, ale jednak trudno je
usprawiedliwic. Szybko zapomnialam o latach upokorzen, mak psychicznych i fizycznych, i musze powiedziec, ze wlasciwie taka sytuacja mi odpowiada. Poniewaz ojciec jest czlowiekiem bardzo madrym, wyksztalconym i jedynym autorytetem w moim przekonaniu bardzo cieszy mnie jego uznanie dla mojej osoby i tego jak postepuje w zyciu. Rozumiem. Dobrze, ze choc pozno, moze Pani
dostac jego akceptacje. Szkoda tylko, ze trzeba bylo na nia zasluzyc. Mysle jednak, ze wszystko potoczyloby sie inaczej gdyby od poczatku traktowal mnie jak wartosciowego czlowieka. Tak. Czasem analizuje sobie moje dzialania i dochodze do wniosku, ze to jak postepuje uwarunkowane zostalo wiele lat temu. Podam prosty przyklad. Zawsze zalezalo mi na akceptacji mojego taty. Kiedy zaczelam pracowac w szkole strasznie meczylam sie zabiegajac o dobra opinie poczawszy od uczniow a skonczywszy na kolegach z pracy i dyrekcji. Ciagle mialam przekonanie ze moge narazic sie na krytyke innych, dawalam z siebie wszystko, a ciagle balam sie jakiegos odtracenia. Chocby najmniejsze slowo krytyki bylo dla mnie ogromna porazka. A w tym zawodzie latwo o nieuczciwa opinie zwlaszcza ze strony uczniow. Tak. To efekt braku akceptacji ze strony
rodzicow. Co wiecej, zapewne spotykala Pani osoby, ktore dostrzegajac u Pani
potrzebe akceptacji staraly sie manipulowac Pania, uzalezniajac okazywanie Pani
akceptacji od spelniania ich nieuzasadnionych oczekiwan. Mysle jednak, moja najwieksza bolaczka byl zawsze problem z zaakceptowaniem swojego wygladu. I to jest przyczyna mojej choroby. urodzilam sie ze znamieniem na twarzy, ktore zreszta dawno juz zostalo usuniete, ale przez cale dziecinstwo bardzo cierpialam z tego powodu. dokuczali mi wszyscy poczawszy od rowiesnikow a skonczywszy na wlasnym ojcu. Dzieci bywaja niekiedy bezmyslne i okrutne. Szkoda, ze
rodzice tez czasem tak sie zachowuja. Jednak przyczyna Pani klopotow jest postawa
Pani ojca w dziecinstwie, a nie drobne defekty urody. Mysle tez , iz to ze uroda mojej siostry byla zawsze bardzo podziwiana pomoglo mi popasc w ogromne kompleksy. Chyba nigdy nie lubilam siebie. Nawet teraz kiedy jestem mezatka i kiedy wiem, ze jednak podobam sie innym, nie moge jakos zaakceptowac siebie. No wlasnie. Uroda nie ma tu nic do rzeczy. Jest
sposobem na wyjasnienie sobie samej braku samoakceptacji: "moglabym lubic
siebie, gdybym tylko byla ladniejsza... (szczuplejsza, inteligentniejsza,
zdolniejsza, mlodsza, itp.). To oczywiscie zludzenie - moze Pani lubic siebie,
niezaleznie od wygladu, czy wagi. Ciagle problemy z waga, strach przed utyciem pomalu mnie wykancza. Poza tym czuje sie coraz slabsza, serce mnie potwornie boli, glowa wcale nie mniej. Jeszcze tylko pare slow o tym jak zaczela sie moja "przygoda" z bulimia. Otoz cztery lata temu zaszlam w ciaze, z czego nie bylam bardzo zadowolona poniewaz musialam wziac slub zeby nie przynosic wstydu rodzinie. Nie "musiala" Pani, lecz zdecydowala sie
Pani na to. Nikt nie moze zawrzec malzenstwa wbrew swojej woli. po porodzie schudlam do wagi 45 kg przy wzroscie 173cm, bylam bardzo wychudzona bo wlasciwie przez kilka tygodni nic nie jadlam. Bylam w ogromnej euforii z powodu narodzin dziecka i wlasciwie jedzenie nie przynosilo mi wtedy zadnej satysfakcji, a przy tym pozytywne uwagi ze strony znajomych byly bardzo mobilizujace do tego zzeby nie jesc. kiedy organizm zaczal sie domagac pokarmu zwiekszonym laknieniem nad ktorym nie moglam zapanowac, zaczelam prowokowac wymioty. Najpierw raz dziennie, potem czesciej i czesciej a przy tym ciagle tylam. teraz mysle, ze wlasciwie juz troszke opanowalam sytuacje sama, wymioty sa rzadsze np. 5-6 razy w miesiacu, zwlaszcza wtedy gdy jest mi wyjatkowo zle. Martwie sie natomiast swoim zdrowiem. Jadam bardzo dziwnie. Nie wiem juz co znaczy jesc normalnie. Nie pamietam nawet jak jadlam przed ciaza. nie mysle juz o jedzeniu tak czesto jak np. rok temu , ale ciagle jest ono waznym elementem mojego zycia. probuje stosowac sobie wlasne teraapie, szukajac jakis pozytywnych emocji do rozladowania stresu i do odciagniecia mysli od jedzenia. nie tyje juz tak gwaltownie i nie chudne. Waze od roku miedzy 58 a 60 kg, ale chcialabym oczywiscie wazyc mniej. Probowalam rowniez farmakologicznego leczenia na wlasna reke. Wyczytalam w jakims amerykanskim magazynie, ze w leczeniu bulimii bardzo pomocny jest prozac. Dostalam recepte od znajomego lekarza na polski odpowiednik tego leku. Oczywiscie nie powiedzialam mu w jakim celu potrzebuje tego leku. Oczywiscie leczenie sie w ten sposob - oklamujac
lekarza - jest bardzo nierozsadne. Jest wbrew Pani interesom. Jesli nie ma Pani
zaufania do swojego lekarza - niech Pani znajdzie takiego, do ktorego bedzie
miala Pani zaufanie. W przeciwnym wypadku moze sie zdarzyc, ze oprocz bulimii
bedzie Pani jeszcze miala problem z uzaleznieniem od lekow. Rozumiem, ze Pani wydaje sie, ze wszyscy potepiaja
Pani wymiotowanie, tak jak Pani siebie potepia. Tymczasem nie musi to byc dla
innych osob takie straszne, jak jest dla Pani. Ja np. mam duzo sympatii dla
osob cierpiacych na zaburzenia jedzenia. Nie wydaje mi sie, zebym byl w tej
sprawie wyjatkiem. Bardzo sie rozpisalam, ale niestety nie mam komu o tym opowiedziec. kiedys bylam tak zdesprowana ze powiedzialam o tym mezowi, ale on sie specjalnie nie przejal. Wlasciwie to nie bardzo chce wierzyc. Moze on Pania kocha i nie bardzo do niego dociera, ze
Pani tak siebie nie lubi? A moze nie mozna oczekiwac od niego, ze bedzie
rozumial, co sie z Pania dzieje, skoro Pani rowniez tego do konca nie rozumie? Prosze powiedziec czy mam choc malutka szanse na odzyskanie rownowagi i czy taka terapie trzeba przejsc uczestniczac w niej osobiscie. Oczywiscie, ze ma Pani szanse na wyleczenie sie z
bulimii. Trudno oceniac to dokladnie tylko na podstawie kontaktu przez
internet, ale jesli nie pominela Pani zadnych istotnych faktow, wydaje mi sie,
ze ma Pani bardzo duze szanse na wyleczenie.
Oczywiscie terapii nie da sie zalatwic przez osoby trzecie, ani korespondencyjnie, ani poprzez lektury madrych ksiazek. Warto czytac ksiazki i poradniki psychologiczne, zeby
sie lepiej rozumiec. Emocje jednak zmieniaja sie w kontakcie z zywym
czlowiekiem, a w przypadku bulimii trzeba wlasnie pracowac nad emocjami, a nie
nad intelektualnym rozumieniem przyczyn swojego "irracjonalnego"
zachowania. Bardzo prosze o odpowiedz. Dziekuje Barbara Pozdrawiam serdecznie i zycze powodzenia - :-) Boguslaw Wlodawiec Dzień dobry. Zupełnie przypadkowo trafiłam na pana stronę, własciwie dzięki mojej młodszej siostrze, która mi poradziła, żebym poszukała specjalistycznej pomocy. Ja jednak nie jestem pewna, czy faktycznie jej potrzebuję. Otóż: od najwczesniejszego dzieciństwa mam problemy z waga, od lat jestem bardzo otyła, Zdarza mi się schudnąć, ale bardzo szybko to nadrabiam. Od jakiegos czasu obserwuję u siebie niepokojšce oznaki - potrafię mysleć tylko o jedzeniu. Samo jedzenie, tzn. to, co jem, nie sprawia mi już nawet przyjemnosci, tylko czynnosć, jem szybko i ogromne ilosci, dopóki nie poczuję, ze już więcej nie dam rady. W trakcie czuję się tak naprawdę fatalnie, czuję do siebie obrzydzenie, ale ono zamiast mnie motywować do zmian, popycha mnie do jeszcze większego obżerania się. Każdy problem oczywiscie zajadam i to trwa już od lat. Jesli chodzi o rodziców, to niestety mają oni tu swój udział - od kiedy sięgam pamięcią, zawsze słyszałam jaka jestem odrażająca przez to, że taka gruba. A przecież mogłabym być taką ładną dziewczyną, gdybym się tylko trochę postarała. Głupi przykład z czasów nastoletniech (mam teraz 27 lat): musiałam myć często włosy, bo mi się przetłuszczały, z jakichs powodów denerwowało to mojego ojca i niejeden raz słyszałam, że mogę sobie podarować to dbanie o włosy, bo i tak się to na nic nie zda, skoro jestem gruba i pozostanę nieatrakcyjna, lepeiej by było gdybym się w końcu zaczęła odchudzać. Trudno się chyba dziwić, że siedzi we mnie przekownanie, że tak wygladajac niewiele zdołam osiagnać. To kilka szczegółów, nie bardzo wiem, co jeszcze mogłabym napisać, nie jest to przemyslany list, raczej bardzo spontaniczny, ale jesli sadzi pan, że nie jestem tylko objadajac się dziewczyną, która dopisuje analizę do tego objadania, będę wdzięczna za odpowiedz i odpowiem na każde pytanie. Dziękuję. Ilona Droga Pani Ilono, ma Pani racje. Trudno dziwic sie, ze ma Pani niskie poczucie wlasnej wartosci i ze czuje sie Pani nieatrakcyjna. Sposob motywowania Pani do schudniecia nie byl najszczesliwszy. Przypuszczalnie krytyka ojca negatywnie wplynela takze na Pani relacje z mezczyznami. Jedzenie przynosi dorazna ulge w problemach emocjonalnych, dlatego zapewne sie Pani objada. Leczenie winno polegac na rozwiazywaniu problemow emocjonalnych, kontaktowaniu sie z przykrymi emocjami (zamiast ich unikania) i nauczeniu sie nawiazywania satysfakcjonujacych relacji z ludzmi. Jest Pani w wieku, kiedy zazwyczaj mysli sie o zalozeniu rodziny. Nie jest to jednak celowe, zanim nie uporzadkuje Pani swoich relacji z mezczyznami. W przeciwnym wypadku istnieje ryzyko, ze nieudany zwiazek bedzie zrodlem dodatkowych problemow. Objadanie sie moze takze byc zrodlem problemow
zdrowotnych. Kompulsywne objadanie się może doprowadzić się do znacznej
otyłości, która może być niebezpieczna dla zdrowia ze względu na większe ryzyko
choroby wieńcowej, wylewu i ataku serca. Z kolei przeciwdzialanie otylosci
przez prowokowanie wymiotow mogloby powodować schorzenia dzišseł i ubytki
zębów, odwodnienie, zaburzenia równowagi elektrolitowej, zaburzenia pracy
serca, uszkodzenie nerek, odwrócenie perystaltyki jelit. W skrajnych
przypadkach prowadzi to do arytmii pracy serca, mogšcej spowodować smierć. Podsumowujac, Pani problemy z jedzeniem moga wiazac sie przykrymi emocjami, problemami zdrowotnymi i trudnosciami z kontaktach z ludzmi, co z kolei moze utrudniac Pani zalozenie szczesliwej rodziny. Mimo tych problemow moze Pani nic nie zmieniac w swoim zyciu, zyjac tak jak dotychczas. Powstaje wowczas pytanie, czy odpowiada Pani jakosc takiego zycia. Osobiscie zachecalbym Pania do psychoterapii. Ludzie roznia się jednak miedzy soba m.in. systemem wartosci. Nie wiem, na ile wazne sa dla Pani takie wartosci jak zdrowie, rodzina, rownowaga emocjonalna, uroda czy satysfacjonujace kontakty z ludzmi. Jest Pani dorosla i sama musi Pani sobie na to pytanie odpowiedziec. Rozwazajac mozliwosc psychoterapii proszę wziac takze pod uwage, ze jest ona dluga, kosztowna i wymagalaby z Pani strony determinacji i zaangazowania. Pozdrawiam serdecznie - Boguslaw Wlodawiec Drogi Panie Boguslawie. Mam 20 lat. Zachowania bulimiczne zaczely sie u mnie ponad 3 lata temu. Rok temu wyjechalam z rodzinnego domu na studia. Przez ten rok myslalam, ze sie wykoncze. Bolal mnie caly przelyk, migdalki i brzuch.Wymiotowalam do kilkunastu razy dziennie. Cale moje zycie toczylo sie wokol jedzenia. Zaczelam unikac ludzi, bo czesto mialam "ataki" i nie chcialam, by ktokolwiek widzial jak sie objadam. Zachowania te zaczely stawac sie coraz rzadsze, gdy zaczelam duzo czasu spedzac z moim chlopakiem. Nie robilam "tego" od ponad 2 miesiecy. Wciaz jem duzo, ale nie mysle juz o wymiotowaniu. Czy ja sie juz w koncu z tego wyleczylam? Czy z tego w ogole da sie wyleczyc, czy jednak zostaje sie bulimikiem nie praktykujacym, a TO ciagle w tobie drzemie? Uprzejmie Pana prosze o odpowiedz. Bede Panu niezmiernie wdzieczna za odpowiedz na trapiace mnie problemy. Droga Pani, z bulimii mozna sie calkowicie wyleczyc (inaczej niz w przypadku uzaleznien od alkoholu, gdzie alkoholikiem zostaje sie do konca zycia, nawet, jesli sie nie pije). Jeśli Pani nie wymiotuje (ani nie stosuje innych metod obnizania wagi ciala jak glodowki, wyczerpujace cwiczenia fizyczne lub naduzywanie srodkow przeczyszczajacych), jeśli nie objada się Pani 2 razy w tygodniu lyb czesciej, jeśli nie myśli Pani ciagle o jedzeniu, ani nie odczuwa Pani nieustannej obway przed otyloscia, to oznacza, ze wyleczyla sie Pani z bulimii,. Zapewne w relacji ze swoim chlopakiem odwazyla sie Pani na zaspokajanie swoich potrzeb emocjonalnych, (np. bliskosci, zaleznosci) przez co jedzenie przestalo byc tak potrzebne. Jesli te przypuszczenia sa prawdziwe, to ciesze sie, ze sie Pani udalo i gratuluje. Zdarza sie, ze osoby z zaburzeniami jedzenia nie zdaja sobie sprawy ze swoich uczuc i potrzeb emocjonalnych w relacjach z najblizszymi, nie potrafia ich zaspokajac, nie daja sobie do nich prawa lub wiaza sie z nieodpowiednimi osobami. Ciekaw jestem, czy czuje sie Pani bezpiecznie w tej relacji, czy tez obawia sie Pani o jej trwalosc, podobnie, jak obawia sie Pani o trwalosc uzyskanej poprawy objawowej? Poczucie bezpieczenstwa i zaufanie do drugiej osoby tworzy sie powoli, moze wiec nie miala Pani jeszcze dosc czasu, by poczuc sie bezpiecznie... Niech Pani pamieta o tym, czego sie Pani nauczyla o sobie w relacji ze swoim chlopakiem. Nawet jesli jednak zdarzy sie Pani jeszcze sporadycznie wymiotowac, to jednak doswiadczenia zdobyte w tej relacji (akceptacja swoich potrzeb emocjonalnych i swiadomosc, ze moga zostac zaspokojone ) prawdopodobnie beda takze w przyszlosci ulatwiac Pani nawiazywanie bliskich relacji z ludzmi i poradzenie sobie z objawami bulimii. Jesli zdarzy sie, ze objawy powroca, prosze do mnie napisac. Prosze opisac wowczas takze wydarzenia z Pani zycia i okolicznosci, ktore temu towarzyszyly - postaram sie Pani pomoc. Pozdrawiam serdecznie - Boguslaw Wlodawiec Witam, Jestem 23-letnia studentka, pracujaca w Warszawie. Panski adres znalazlam, przegladajac Internet w poszukiwaniu kontaktu z prawdziwym specjalista od spraw zywienia, ktory bylby w stanie mi pomoc. Od 7 lat cierpie na bulimie przeplatana dlugookresowymi glodowkami i juz zatracilam wszelkie nadzieje, ze kiedykolwiek bede normalna. Prawde mowiac chodzilam przez jakis czas na psychoterapie w Poznaniu i nawet sie uspokoilam na caly rok, niestety wrocilo ze zdwojona sila i juz nie potrafie sobie pomoc. Chcialabym wierzyc, ze jest ktos, kto jest w stanie wskazac mi wlasciwa droge i pomoc zyc wlasnym zyciem, ale coraz bardziej sie boje, ze niestety trwa to za dlugo azeby terapia mogla odniesc pozadany skutek. Chyba jednak musze miec jakas nadzieje skoro znalazlam Pana i pisze, (nawet raz dzwonilam, ale odlozylam sluchawke...) Przepraszam za tak dlugi list, ale czuje, ze chociaz jest Pan mezczyzna (chodzi o zrozumienie psychiki kobiet) moze mi Pan pomoc. Prosze o jakikolwiek kontakt z Panskiej strony. Wiem, ze przyjmuje Pan prywatnie. Ja nie mam pojecia ile taka terapia moglaby trwae, biorac pod uwage, ze ostatnia nie poskutkowala, a do tego zaczelam przyjmowac cyklicznie amfetamine. Co Pan o tym sadzi ? Potrafi mi Pan pomoc? Serdecznie Pozdrawiam, Danuta (mieszkam w Warszawie) Droga Pani Danuto, uwazam, ze powinna Pani zglosic sie do poradni odwykowej, by leczyc sie z uzaleznienia od amfetaminy. Uzaleznienie to jest w tej chwili najwazniejsza sprawa, gdyz moze prowadzic do powaznych szkod zdrowotnych lub do smierci. Ostre zatrucie amfetamina (powyzej 30 mg amfetaminy) objawia sie bardzo silnym pobudzeniem, niepokojem, drgawkami, przyspieszeniem tetna, podwyzszeniem cisnienia tetniczego i temperatury ciala, dusznoscia, rozszerzeniem zrenic, bezsennoscia. Po bardzo duzych dawkach (powyzej 100 mg) powyzsze objawy przechodza w stan zupelnego wyczerpania z utrata swiadomosci, zwolnieniem czynnosci serca, spadkiem cisnienia, porazeniem zwieraczy i krwiomoczem. Smierc następuje wskutek wstrzasu lub porazenia osrodka oddechowego (depresja oddechowa). Tak wiec w tej chwili najwazniejsze jest natychmiastowe i calkowite odstawienie amfetaminy. Powinna Pani uczestniczyc w terapii odwykowej, najlepiej na oddziale calodobowym lub kilka razy w tygodniu w poradni. Pozdrawiam serdecznie, zycze wytrwalosci i powodzenia - Boguslaw Wlodawiec Czy osoba wazaca 40 kg oraz majaca 160 cm jest juz powaznie chora jezeli tak to gdzie ma sie udac, do jakiego lekarza czy sa sanatoria dla takich ludzi? Nie mam miesiaczki od paru mi-cy, gdyz prawdopodobnie mam bulimie. Morfologie krwi mam dobra, zas PRL- 8.0, a FSH 6,2. Czy te wyniki sa w porzadku? Prosze o
odpowiedz oraz o propozycje, jakie badania mam jeszcze wykonac. Droga Pani, Glodzenie sie moze byc niebezpieczne dla zdrowia z roznych powodow (m.in. zaburzenia rownowagi elektrolitycznej). Wsrod niewielkiego odsetka anorektyczek prowadzi nawet do smierci z glodu. W takich przypadkach leczenie prowadzi sie w szpitalu, stosujac kroplowki i odpowiednie odzywianie. Bulimia prowadzi do roznego rodzaju zaburzen spowodowanych czestymi wymiotami: kwasy zoladkowe niszcza zeby, moze dojsc do chorob dziasel, zaburzen pracy serca spowodowanych odwodnieniem i zachwianiem rownowagi elekrolitycznej, uszkodzenia nerek, odwrocenia perstaltyki jelit i innych. Zachecam do lektury ksiazek na ten temat:
Nie jestem lekarzem, lecz psychologiem – nie jestem kompetentny, by oceniac wyniki badan krwi. Nie potrafie tez ocenic, jakie sa szanse na samodzielne wyleczenie sie z bulimii - do mnie trafialy osoby, ktore nie mogly pomoc sobie same. Pozdrawiam serdecznie - Boguslaw Wlodawiec Drogi Panie. Znalazlam Panska strona, przedzierajac sie przez strony Internetu w poszukiwaniu odpowiedzi na meczace mnie problemy. Mam 26 lat. Od 2 lat jestem chora (to moja wlasna diagnoza) - pojawiaja sie u mnie tzw. napady wilczego glodu (bulimia?). Zdarza sie to bardzo czesto, i o ile do tej pory byla to jedynie kwastia samego jedzenia, o tyle od ponad pol roku odczuwam bardzo silne dolegliwosco fizyczne (bol glowy, wzdecia, bol stawow, temperatura, i przede wszystkim: calkowita niemoznosc koncentracji) Pracuje w banku i "myslenie" szczegolnie mi sie przydaje. Ponadto zrobilam sobie wiekszosc badan i wszystko (podkreslam) jest w normie. Poza jednym wynikiem - OB po 1 godz - 108. Z nikim nie rozmawialam na temat mojej dolegliwosci (wstyd). Ponadto w sytuacjach, gdy tak zle sie czyje raczej nie spotykam sie z przyjaciolmi. Ale dlaczego do Pana pisze. Byc moze jest mi latwiej niz w bezposredniej rozmowie u lekarza powiedziec o swoich problemach. Ponadto lekarze do ktorych sie zwracalam zaczeli przepisywac mi leki, ktorych zazywanie moze miec niedobra konsekwencje dla mojego zdrowia (neurolog przepisal mi sterydy - (stwierdzil ostre zapalenie stawow bez potwierdzenia w wynikach), ktore moga spowodowac dalsze poglebienie sie mojej depresji i nerwicy). Moje pytania sa nastepujace: 1. Czy jestem w stanie pomoc sobie sama? Droga Pani Karolino, do mnie trafialy osoby, ktore nie potrafily sobie pomoc same. Nie wiem wiec, czy sa takie osoby, ktore same sobie pomogly. Byc moze jest to mozliwe, np. w przypadku braku umiejetnosci przyjmowania ciepla nauczyc sie samej, jak przyjmowac cieplo od innych osob, czy w przypadku trudnosci separacyjnych nauczyc sie jak stopniowo odseparowywac sie od rodzicow. Sadze jednak, ze wowczas potrzebne byloby Pani wsparcie bliskich osob czy przyjaciol. Przeczytalam, ze przyczyna choroby jest brak ciepla i brak akceptacji swoich rodzicow. (nie wiem), Chcialam tylko nadmienic, ze od niedawna spotykam sie z kims, na kim bardzo mi zalezy i mam dzieki niemu wiecej sily (nieswiadomie pomaga mi). Ciesze sie, ze ma Pani bliska osobe. 2. Co moge zrobic w sytuacji, gdy pojawia sie ten wstretny moment (ktory jest zreszte dla mnie trudny do wychwycenia) "wilczego glodu. Dlaczego nazywa Pani go "wstretnym"? Ciekaw jestem, co jest dla Pani wstretnego w fakcie odczuwania takiego silnego glodu? Objadanie sie moze byc raczej tylko objawem problemow emocjonalnych, wiec nie ma powodu zajmowac sie samym objadaniem, ani walczyc z nim, lecz problemami, ktore sa jego przyczyna. Okolicznosci, w jakich pojawia sie ten objaw sa o tyle ciekawe, ze moga wskazywac na przyczyny, tj. problemy emocjonalne, ktore nalezaloby rozwiazac. Nalezaloby ustalic, jakich uczuc wyrazem jest wilczy glod. Jesli wyraza np. potrzebe ciepla, nalezaloby znalezc bezpieczny sposob zaspokojenia jej. Z drugiej strony zaspokojenie tych potrzeb moga utrudniac dotychczasowe doswiadczenia z bliskimi osobami. Te doswiadczenia moga utrudniac Pani samodzielne znalezienie rozwiazania - np. mysl o poszukiwaniu bliskosci i ciepla moze budzic u Pani podobny wstret, jaki budzi objadanie sie. Z gory bardzo dziekuje za odpowiedz. Karolina Mam bardzo ogolne informacje na Pani temat, wiec moge udzielic tylko ogolnych odpowiedzi, niekoniecznie adekwatnych do Pani problemu. Jesli napisze Pani cos wiecej nt. swoich relacji z rodzicami i nt. okolicznosci, w jakich pojawil sie objaw po raz pierwszy i w jakich zazwyczaj pojawia sie teraz, postaram sie dac Pani bardziej szczegolowe odpowiedzi. W kazdym przypadku bede wdzieczny za informacje, jak sobie Pani poradzila z ta sprawa. Pozdrawiam serdecznie - Boguslaw Wlodawiec Dzień dobry moja mama
myśli, że chodzę po świecie szukając "nowej mamy"- siebie samą
redukuje do roli bezuczuciowej rodzicielki. Ja zaprzeczam, a potem... Tkwiłam w
centrum sprzecznych żądz-z jednej strony pragienia urzeczywistnienia marzeń o
bliskości katechetki, z drugiej osaczona ogromnym poczuciem winy, bo jestem
zła, nieczysta. Miałam
piętnaście lat, gdy moim ideałem stała się szkolna psycholog-kwintesencja
wrażliwości, ciepła, wcielenie dobroci, szlachetności i czystości. Moje uczucie
do niej- brudne i zakazane, krzywdzące. Najsilnejsze i najburzliwsze ze
wszystkich uczuć, jakiech dane mi było doznać. Wkrótce potem zapragnęłam umrzeć. Przestałam śmiać się, mówić, jeść.Chciałam być pusta, fizycznie czuć jak gnije całe obrzydliwe wnętrze, pełne uczuć złych. Pamiętam Głos, tak nazwałam coś, co atakowało z nienacka natłokiem mysli, niepokoju, kiedy nocą waliłam głową w mur i nakrywałam głowę kordłą, ze wszystkich sił usiłując zasnąć. Myśl o śmierci paradoksalnie przynosiła ulgę-więc tysiąc razy codziennie przeżywałam swoją śmierć, umierałam po trochu, w końcu poczułam się martwa. Wszystko było tak cholernie nieważne, tak strasznie bez sensu i znaczenia. Każdy najmniejszy ruch wymagał ode mnie takiego nakładu energi, iż z trudem robilam cokolwiek, czułam bezwład całego ciała. Po pewnym czasie zaczęłam zachowywać sie i czuć jak maszyna nastawiona na wykonywanie określonych czynności, z których każda musiała być wykonana na najwyższym poziomie, wszystko miało swój czas. Miałam coraz więcej nawyków, talizmanów i rzeczy, które miały mnie uchronić przed karą. Czekałam na karę za zło, które kryłam w sobie. Czasami czułam się jak w transie. Kiedyś mówiąc rożaniec zemdlałami dostałam drgawek, nie chciałam się ocknać. Mama zaprowadziła mnie do lekarza stwierdził anemię, wypisał recepty i skierowanie do psychologa- nie miesiączkowałam ponad rok. Minął rok, a ja coraz głębiej zatapiałam się w swój świat.Wtedy znałazłam się w gabinecie psychologa, z którym "pracuję" od prawie dwóch lat. od ponad roku jestem stale na lekach, antydepresyjnych, nasennych. Cały czas myślę o śmierci, po próbie samobójczej dwa miesiące spędzilam w szpitalu psychiatrycznym, określona mianem osobowości anankastyczno-depresyjnej. Nie patrzę już z dziką satysfakcją na swoje kościste nadgarstki, coraz rzadziej wymiotuję, nie myślę obsesyjnie o swojej wadze, choć jedzenia wciąż nie traktuję jak rzecz naturalną- jem w samotności, przeżuwając i wypluwając, po kryjomu zjadając słodycze. Uwielbiam swoją psycholog. Czasami wolałabym, żeby nie była taka dobra. Może wtedy wszystko byłoby łatwiejsze, może nie byłoby dni, w których mi jej brakuje, może sam jej uśmiech nie działałby tak kojąco, może nie przychodziłabym do niej, aby poczuć się bezpiecznie w zacisznym gabinecie. Czasami wolałabym, żeby była zupełnie inna. Rozumiem co się ze mną dzieje, czytałam też o osobowości symbiotycznej. Pytam co robić? Klaudia Droga Pani Klaudio, odpowiadając na Pani pytanie doradzałbym Pani chodzić regularnie na terapię i cieszyć się emocjonalną bliskością swojej terapeutki. Może Pani brać od niej wszystko to, co Pani dostaje w ramach określonych przez terapię - ciepło, życzliwość, opiekę, bezpieczeństwo, poczucie bliskości. Zarazem proszę starać się zrozumieć, że ona musi przestrzegać pewnych granic - nie może wyjść poza ramy terapii, nie może Pani adoptować, nie może z Panią współżyć seksualnie, nie może poświęcać Pani swojego prywatnego czasu. Mogą być chwile, że będzie Pani wydawało się, że to wszystko, co Pani od niej dostaje, to za mało. Że zawsze pozostanie Pani nienasycona. Uważam jednak, że najlepszym sposobem poradzenia sobie z tendencjami symbiotycznymi jest zaspokoić symbiotyczne potrzeby w terapii. O ile jednak małe dziecko zaspokaja je w pierwszych latach życia będąc z matką razem niemal non-stop, to w Pani wypadku nie jest już to możliwe - ponieważ terapeutka nie może Pani adoptować. Dlatego niestety czasem będzie Pani przeżywać frustracje związane z jej nieobecnością i będzie Pani cierpieć z powodu jej braku. Mimo to uważam, że warto, by Pani znosiła tą frustrację i pomimo faz zawodu, złości czy zniechęcenia, pielęgnowała poczucie więzi z terapeutką. Najprawdopodobniej z czasem nasyci się Pani jej bliskością i zapewne nabierze Pani odwagi, by zacząć stopniowo eksperymentować z poszukiwaniem podobnej bliskości poza terapią, w relacjach z innymi ludźmi, z rówieśnikami, czy z chłopakami. Z czasem będzie miała Pani poczucie więzi także z innymi ludźmi, a zależność od terapeutki w naturalny sposób będzie słabnąć. Gdy nasyci się Pani symbiotyczną więzią, powoli stanie się Pani dojrzałą emocjonalnie kobietą, gotową do dawania podobnej opieki swojemu dziecku. Pozdrawiam serdecznie – Problemy osób bliskich osobom chorym na bulimięDzien dobry Znalazlem panska strone w sieci i mysle ze dobrze robie piszac do pana gdyz sam chyba nie jestem w stanie rozwiazac tego problemu. Postaram sie w skrocie nakreslic obraz calej sytuacji ( jak najbardziej obiektywnie ) Problem dotyczy mojej zony ma ona 28 lat 165 cm i wazy 40 kg - to chyba nie jest OK. Do niedawna nie zwracalem na to az tak duzej uwagi poniewaz wszystkie badania krwi oraz stan ogolny zdrowia nie wskazywal na to ze cos sie dzieje niedobrego. I dalej zadne choroby sie jej nie imaja , no wlasnie czy wszystkie? Po ostatnich rozmowach z zona dowiedzialem sie ze jak jest w domu sama i zjadla cos wczesniej to idzie wymiotowac bo wydaje jej sie ze za duzo zjadla - po posilku nie jest jej niedobrze a wrecz przeciwnie one sama prowokuje te wymioty. Nie wiem co wiecej napisac co by moglo najlepiej zobrazowac te sytuacje. Prosze o rade lub jakies pytania ktore by pozwolily dokladniej opisac sytuacje odpisze jak najszybciej. Jezeli jest to mozliwe to prosze o kontakt w Krakowie gdzie moglbym sie udac. Prosze o szybka odpowiedz Jan L. Drogi Panie Janie, wyglada na to, ze Pana zona ma anoreksje. Jej indeks BMI wynosi 14,7, a wiec jest na granicy miedzy niedowaga a wyniszczeniem. W Krakowie moge polecic Panu psychoterapie w Instytucie Terapii Gestalt, ul Nowohucka 33, tel. 012/656-44-96, lub w Polskim Instytucie Terapii
Krótkoterminowej, ul Kościuszki 58/5, tel 012/ 421-55-00. Pisalem w jednym z wczesniejszych listow, odpowiadajac komus bedacemu w podobnej sytuacji, jak mozna zachowywac sie wobec niej, by jej pomoc. Moj tekst o bulimii moze takze pomoc Panu zrozumiec jej wahania nastrojow i jej reakcje wobec Pana. Sciskam dlon - Boguslaw Wlodawiec Dzien dobry. Poszukujac na internecie informacji dot. zaburzen w odzywianiu sie znalazlem m.in. panska strone. Mam pewne pytanie i bylbym wdzieczny gdyby pomogl mi pan znalezc jakas odpowiedz. Chodzi o moja dziewczyne. Od dluzszego czasu, ma ona powazne klopoty z normalnym jedzeniem. Przede wszystkim bardzo czesto zdarza jej sie wymiotowac po jedzeniu, jednak nie doprowadza to jak na razie do np. chudniecia (jak chyba w anoreksji). Poza tym bardzo czesto w ogole odmawia posilkow, lub je bardzo malo, z drugiej jednak strony zdarza jej sie podjadac (czasem sporo) pomiedzy posilkami. Efektem ubocznym jej klopotow sa oprocz naprawde zlego stanu psychicznego (ktory okreslilbym jako depresyjny) np. wrzody. Z tego powodu, bardzo czesto cierpi tez na bol brzucha. Generalnie rzecz ujmujac nie wyglada to najlepiej. Najgorsze jest to, ze nie mam pojecia jak jej pomoc. Drogi Panie Jacku, moze Pan probowac jej pomoc, ale moze to byc dla Pana trudne. Panska dziewczyna zapewne potrzebuje psychoterapii. Natomiast milosc miedzy kobieta a mezczyzna to co innego niz psychoterapia - oczekuje sie wzajemnosci w dawaniu i braniu. W psychoterapii natomiast relacja przypomina nieco relacje miedzy rodzicem a dzieckiem - dziecko ma emocjonalne oparcie w rodzicu, ale rodzic nie moze oczekiwac oparcia ze strony dziecka. Panu moze byc bardzo trudno nie oczekiwac od niej w zamian wsparcia w trudnych chwilach, czy w Pana klopotach. I slusznie - Pana emocjonalne potrzeby sa tak samo wazne, jak jej. Nie ma Pan obowiazku byc dla niej psychoterapeuta. Jesli jednak decyduje sie Pan pomoc swojej dziewczynie, niech Pan bedzie dla niej czuly i opiekunczy, lecz bez narzucania sie. Niech sie Pan nie dziwi, gdy okaze sie, ze niekiedy ona nie umie tego przyjac - wtedy niech Pan tylko wyslucha jej watpliwosci i zastrzezen zwiazanych z bliskoscia z drugim czlowiekiem. Niech Pan stara sie akceptowac wszelkie jej uczucia (choc oczywiscie nie kazdy sposob ich wyrazania). Chcialbym, zeby poszla do jakiegos specjalisty. To
dobry pomysl. Ale po pierwsze ona nie chce tego zrobic, bo twierdzi, ze skoro ona sobie sama z tym nie radzi, to jak jakis obcy czlowiek moglby, To niepowazny argument, zwłaszcza, jesli odnosic to takze do innych specjalistow, np. stomatologa. Ja np. nie umiem sam zaplombowac sobie zeba, ale moja dentystka robi to bardzo sprawnie. Przypuszczalnie mozna pomoc Panskiej dziewczynie. Jednak Panska dziewczyna jest wolnym, doroslym czlowiekiem i ma prawo robic jak uwaza za sluszne, dopoki nie szkodzi innym. Moze np. zmarnowac sobie zdrowie i zycie. Nikt nie ma obowiazku sie leczyc. A jesli Pan tego nie moze zaakceptowac, to nie jest jej problem. Nie musi Pan przeciez uzalezniac swojego szczescia od niej, ani od tego, co ona robi ze swoim zyciem. Niech Pan nie liczy na to, ze uszczesliwi Pan ja wbrew jej woli (notabene jest niewykluczone, ze juz byla tak uszczesliwiana przez rodzicow - ze skutkiem, ktory moze Pan dzis obserwowac). Ale moze Pan pomoc jej znalezc pomoc, jesli ona sie zdecyduje jej szukac. Moze Pan takze dostarczyc jej informacji na temat zaburzen jedzenia i jego leczenia, pozostawiajac jej wolna reke, co ona z ta informacja zrobi - np. moj tekst, albo ksiazke Barbary Jozefik "Anoreksja i bulimia psychiczna" (do dostania w ksiegarni na Wydziale Psychologii, ul. Stawki 7, w godz. 10-14; zapewne tez jest w niektorych bibliotekach). Wystarczy, ze pozyczy Pan jej ta ksiazke, czy zostawi na widocznym miejscu w swoim pokoju. Na pewno przeczyta, gdy zostanie z nia sama na dluzej. Tak wyglada ogolnie nasza sytuacja. Bylbym wdzieczny gdyby w jakis sposob mogl Pan mnie naprowadzic na wlasciwy sposob postepowania. Jezeli bedzie taka potrzeba moge odpowiedziec na wszelkie pytania. Z gory dziekuje. Jacek Sciskam dlon - Boguslaw Wlodawiec Prosze Pana o kilka slow, ktore byc moze pomoga mi rozwiazac problem, ktory dreczy mnie juz od kilku miesiecy. Otoz chodzi tu o moja dziewczyne, ktora jest w wieku 22 lat, i cala sprawa polega na tym, ze bardzo malo spozywa posilkow w ciagu dnia. Juz od kilku miesiecy (7) jestesmy razem, a ona nie poprawila swojej diety poprzez zwiekszanie ilosci pokarmu w ciagu dnia. Jej codzienne menu wyglada nastepujaco: - rano: jablko - zamiast obiadu: salatka lub surowka w niewielkich ilosciach (ok.200g) - czasami jako obiad ok. 200g brukselki lub kalafiora na cieplo - kolacja, podwieczorek: jablko+pomarancz, lub obecnie ok. 300g truskawek Jak sam Pan widzi to wszystko niepokoi mnie bardzo, tym bardziej, ze moja dziewczyna wie o tym, rozmawiam z nia na ten temat, staram sie ja przestrzec przed grozacym jej niebezpieczenstwem, a ona nie zmienia w dalszym ciagu swego postepowania. Niestety nie chce mi powiedziec o swojej wadze, ale przypuszczam, ze jest ona w granicach 50 kg. Chcialem jeszcze dodac, ze jak dotychczas nie wystepuja u niej objawy wymiotow, itp., mam tu na mysli to, ze nie zmusza sie ona do wymiotow (przypuszczam wiec, ze nie jest to bulimia a anoreksja, poniewaz wlasnie przeczytalem Pana artykul na ten temat). Moja prosba polega na tym, ze prosilbym o kilka slow pomocnych dla mnie w rozwiazaniu tego problemu, tzn., do kogo moglbym sie zwrocic w celu leczenia, porad lekarskich, jaka specjalnosc lekarza, itp.Byc moze bedzie Pan wiedzial o osrodkach tego typu w Skierniewicach (tam mieszka moja dziewczyna), lub jakies inne informacje, ktore mi pomoga. Za kazda pomoc z gory serdecznie Panu dziekuje, pozdrawiam, Dariusz Drogi Panie Dariuszu, przepraszam, ze przez kilka dni nie moglem Panu odpowiedziec. Niestety, nie umiem Panu doradzic, do kogo zwrocic sie w Skierniewicach po pomoc. Wsrod psychologow i psychiatrow niewielu jest psychoterapeutow, a i tak tylko czesc z nich rozumie zaburzenia jedzenia. Najblizej chyba ma Pan do Lodzi - tam istnieje dobry osrodek - Polski Instytut Ericksonowski, ul. Wioslarska 27, tel. 042/688-48-60. Jesli chodzi o zmotywowanie dziewczyny do leczenia, to nalezy tylko raz, krotko wspomniec o takiej mozliwosci, bez naciskania na to, czy wielokrotnego namawiania. Niech Pan wydrukuje moj tekst i jej pozyczy. Jesli nie bedzie chciala czytac, niech Pan go pozostawi gdzies u siebie na widocznym miejscu i stworzy jej mozliwosc zajrzenia do niego ukratkiem, gdy Pana nie bedzie w pokoju. Moze pan porozkladac po pokoju takze inne publikacje na ten temat, np. ksiazke Barbary Jozefik "Anoreksja i bulimia psychiczna" - jest jeszcze w ksiegarniach. Z mojego tekstu wynika tez schemat postepowania z takimi osobami. Akceptacja dla jej slabosci, dzieciecej potrzeby zaleznosci, jesli odwazy sie ja pokazac (zapewne woli demonstrowac niezaleznosc), okazywanie ciepla, gdy zechce je przyjac. Nie nalezy jej zmuszac do przyjmowania opieki, ani do jedzenia, ale byc gotowym dawac opieke, gdy bedzie jej chciala, tyle, ile bedzie chciala. Pozwalac jej zwiekszac dystans, gdy tego potrzebuje i wracac, kiedy ma na to ochote. Pomagac w ekspresji zlosci, najlepiej w taki sposob, by zmniejszyc ryzyko zranienia kogokolwiek. Pomagac w odseparowywaniu sie od rodzicow w tempie dla niej odpowiednim - bez zadnych naciskow z Pana strony. To niestety tylko latwo sie pisze. Pan ma swoje potrzeby emocjonalne i jest Pan z nia takze po to, by je zaspokajac, a nie po to, by byc jej psychoterapeuta bez wlasnych oczekiwan wobec niej. Dlatego obawiam sie, ze bez fachowej pomocy bedzie Panu bardzo trudno, a znalezienie fachowej pomocy wcale nie musi byc latwe. Niech Pan napisze, jak bedzie mial jeszcze jakies pytania - postaram sie pomoc. Niestety, intelektualne rozumienie natury problemow emocjonalnych nie zawsze wystarcza do ich rozwiazania. Dlatego psychoterapia musi byc praca na emocjach, a nie wyjasnianiem. Sciskam dlon i zycze powodzenia – Boguslaw Wlodawiec Witam serdecznie! Z wielkim zainteresowaniem przeczytalem Panski tekst dotyczacy anoreksji. Niestety problem ten dotknal rowniez mnie. Drogi Panie Adamie, z tego co pisze Pan dalej wynika, ze to Pana dziewczyna ma problem z jedzeniem, a nie Pan. Rozumiem, ze wspolczuje Pan swojej dziewczynie i szuka Pan sposobow, zeby jej pomoc i doceniam to. Nie zmienia to jednak faktu, ze to jest jej problem. Wszystko zaczelo sie dosc niewinnie. Okolo 1,5 roku temu moja dziewczyna zaczela stosowac przerozne diety, coraz bardziej rygorystyczne i wymyslne. Kulminacja nastapila latem, kiedy Zosia nie jadla prawie nic. W sierpniu przestala miesiaczkowac. We wrzesniu przy wzroscie 160 cm wazyla 42 kg. terapii podjeli sie lekarze z katowickiego szpitala rejonowego.W chwii obecnej wazy 46 kg. Byloby to moze doprzyjecie gdyby nie fakt, ze jest to stan niestabilny, wymuszony przez rodzicow, ktorzy musza "pilnowac" Zofii przy jedzeniu jak malego dziecka. Stalo sie tak moim zdaniem na skutek niekompetencji katowckich lekarzy, poniewaz zaprzestali terapii po dojsciu do ww. wagi. Przypuszczam, ze Pana dziewczyna byla w szpitalu rejonowym na oddziale internistycznym. Jesli zajmowal sie nia gastrolog czy internista, to oczywiscie nie byl przygotowany do prowadzenia psychoterapii. Zadanie, jakiego mogli podjac sie lekarze w tej sytuacji, to ratowanie zycia zagrozonego wskutek glodzenia sie, (np. przywrocenie rownowagi elektrolitowej, odzywianie dozylne w przypadku odmowy przyjmowania pokarmow lub utraty przytomnosci). Jak rozumiem, to zadanie wypelnili z powodzeniem - zycie Panskiej dziewczyny w tej chwili zapewne nie jest zagrozone. Byc moze wszystko, co mogli jeszcze zrobic, to wreczyc jej przy wypisie skierowanie do poradni zdrowia psychicznego. Gdyby waga Panskiej dziewczyny spadla ponownie, lub gdyby zaczela tracic przytomnosc, powinna wrocic do szpitala. W dniu dzisiejszym probuje namowic Zosie na terapie z innymi specjalistami spoza naszego miasta, niestety stwierdzila ze terapia do niczego nie prowadzi i nie jest jej potrzebna.Czuje sie bezradny, nie wie zupelnie jak postapic, bardzo prosze o rade co moge zrobic. Jestem gotowy absolutnie na wszystko. Zyjemy w wolnym kraju i kazdy dorosly czlowiek moze dbac o swoje zdrowie tak, jak uwaza za sluszne. Panska "gotowosc na wszystko" troche mnie niepokoi. Jak rozumiem, Pana dziewczyna jest dorosla, wiec sama decyduje o swoim zdrowiu, czy o swoim jedzeniu. W tej sprawie rzeczywiscie jest Pan bezradny. Jedyne, co moze Pan zrobic, to podrzucic jej literature dotyczaca anoreksji (wymienialem juz tytuly i autorow), ew. artykuly w prasie kobiecej. Moze Pan zachecac ja do psychoterapii, ale bez specjalnego naciskania, gdyz efekt moze byc odwrotny od zamierzonego. Psychoterapia wymaga decyzji i zaangazowania pacjenta. Przychodzenie do psychoterapeuty dla swietego spokoju, albo po to, zeby udowodnic bliskim, ze nic mi nie pomoze - zazwyczaj nie ma wiekszego sensu. Chyba, ze w trakcie terapii pacjent sam podejmie decyzje, zeby sie w nia zaangazowac. Tak wiec w sprawie swojego jedzenia decyzje podejmuje Pana dziewczyna i Pan ma w tej sprawie niewiele do zrobienia. Podejmowanie z nia walki o to, by jadla wiecej, to podejmowanie gry, w ktorej nie mozna wygrac. O tym, jak moze Pan zachowywac sie wobec niej w Waszej relacji - juz pisalem kiedys, odpowiadajac komus innemu, bedacemu w podobnej sytuacji jak Pan. Znajdzie Pan to na mojej stronie. Pomijajac wiedze i umiejetnosci psychoterapeutyczne - wchodzenie w role psychoterapeuty swojej dziewczyny wiaze sie z duzymi trudnosciami (relacja miedzy kobieta a mezczyzna jest czyms innym niz relacja psychoterapeuta - pacjent; bardzo trudno moze byc Panu pogodzic te role). Gdyby mial Pan jeszcze jakies pytania, lub problemy w Waszej relacji, zwiazane z jej emocjami - prosze do mnie napisac. Sciskam dlon - Boguslaw Wlodawiec Witam, Nazywam sie Andrzej, znalazlem niedawno Pana strone w internecie i mam nadzieje ze dobrze sie stalo... Mam pewien problem, a nawet kilka.... Jesli ktos mi nie pomoze prawdopodobnie zmarnuja sie 2 ludzkie istnienia, Drogi Panie Andrzeju, bardzo Panu wspolczuje, ale prosze niech Pan nie przerzuca na mnie odpowiedzialnosci za swoje zycie, ani za zycie swojej dziewczyny. Za to, co zrobi Pan ze swoim zyciem tylko Pan jest odpowiedzialny. Ma Pan prawo je zmarnowac, jesli tak Pan zdecyduje. To samo dotyczy Pana dziewczyny - to ona, a nie Pan czy ja, odpowiada za siebie. To samo zdanie sformulowane: "jesli nie uda mi sie znalezc pomocy, prawdopodobnie zmarnuje swoje zycie" - brzmi lepiej, abstrahujac od oceny jego prawdziwosci. Przenosi bowiem odpowiedzialnosc za Pana zycie z blizej nieokreslonego "kogos" na Pana. pomocy szukalem juz w rozny sposob, wciaz szukam i staram sie zrobic wszystko co w mojej mocy ale coraz czesciej brakuje mi sil zeby sobie z tym wszystkim poradzic, niedawno jestem juz prawie o krok od samobojstwa.... Problem jest bardzo zlozony i zanim zaczne o nim pisac chcialbym zapytac czy to ma sens, tzn czy wykaze Pan jakies zainteresowanie i postara mi sie pomoc.... Traktuje powaznie każdy list. Z pewnoscia odpowiem wiec na Pana list. Glowne naswietlenie problemu to: Dziewczyna ktora kocham jest chora na anoreksje a ja sobie z tym nie radze. Jestem juz bardzo slaby.... a ona wciaz sie glodzi. Jak tak dalej pojdzie albo ona zaglodzi sie na smierc, albo ja sobie strzele w leb bo juz nie mam sily, a moze jedno i drugie. Stawka sa 2 zycia... Rozumiem, ze sytuacja jest bardzo trudna. Ma Pan prawo nie radzic sobie z anoreksja swojej dziewczyny. Wyobrazam sobie, jak bolesne jest patrzenie na powolne umieranie bliskiego czlowieka. Podoba mi sie, ze zalezy Panu, aby jej pomoc. Szanuje i cenie Pana za to. Prosze jednak nie mylic pomagania z przejmowaniem odpowiedzialnosci za cudze zycie. W przypadku osob doroslych to sa dwie rozne sprawy. Odmowa przyjmowania pokarmow jest decyzja Pana dziewczyny, za ktora ona jest odpowiedzialna. Oczywiscie, moge wyobrazic sobie zlozone i trudne uwarunkowania, ktore doprowadzily do tego, ze Pana dziewczyna podjela taka decyzje. Jestem takze przekonany, ze miala po temu wazne powody. Nie zmienia to faktu, ze ona jest odpowiedzialna za to, ze sie glodzi. Tylko ona moze takze zmienic swoja decyzje w tej sprawie. Sprobuje mi Pan pomoc ? Przez pomoc rozumiem korespondencje na wyzej wymienione tematy. Porady przez internet, ktorych udzielam, maja raczej jednorazowy charakter. Czym innym byloby podjecie sie zobowiazania do prowadzenia regularnej korespondencji. Poza tym przez internet mozliwe jest poradnictwo, anoreksja natomiast wymaga psychoterapii. Roznica miedzy psychoterapia a poradnictwem jest w tym wypadku szczegolnie istotna, poradnictwo nie daje bowiem mozliwosci uruchomienia wiekszosci czynnikow leczacych. Optymalnym rozwiazaniem jest wiec podjecie przez Pana dziewczyne i ewentualnie przez Pana psychoterapii. Psychoterapia przez internet nie jest mozliwa. Przez internet moge udzielic Panu 1-2 porad. Jesli oczekiwalby Pan utrzymywania korespondencyjnego kontaktu dluzej, byloby to mozliwe, lecz kosztowaloby tak, jak psychoterapia. Jak juz wspomnialem, nie uwazam, by taka wymiana korespondecji mogla zastapic psychoterapie. Byc moze ma Pan jakies wazne powody, ktorych nie znam, by szukac pomocy wlasnie w taki sposob. Powinien jednak zdawac Pan sobie sprawe, ze skutecznosc porad przez internet jest ograniczona - pisalem juz wczesniej, dlaczego. Tzn. mnie zalezy na czasie, bo z nia jest coraz gorzej a ze mna zreszta tez, ale rozumiem, ze nie ma pan zbyt wiele czasu. Decyzja nalezy do Pana (ja nie jestem juz w stanie podejmowac racjonalnych decyzji). Rozumiem, ze jest Pan dorosly. Brak umiejetnosci podejmowania racjonalnych decyzji nie zwalnia Pana z odpowiedzialnosci za swoje decyzje i swoje zycie. Nie zamierzam decydowac za Pana w sprawach, ktore nie do mnie naleza. Prosze nie skladac odpowiedzialnosci za to co Pan zrobi na mnie, ani oczekiwac, ze ktos inny wezmie za Pana odpowiedzialnosc. Decyzja nalezy do Pana. Zycze Panu, by okazala sie dla Pana jak najlepsza. Problem jest bardziej zlozony niz go nakreslilem, wlasciwie jesli go dokladnie opisze to chyba Pan nie uwierzy ze moglo się tyle rzeczy nagromadzic w 1 miejscu... Zapewne ma Pan racje. Tymczasem w tym Pana liscie co innego wysuwa sie na pierwszy plan. Wyobrazam sobie, ze praca psychoterapeutyczna z Panem musialaby miedzy innymi poruszac problem granic odpowiedzialnosci. W tym liscie pokazuje Pan, ze przejmuje Pan odpowiedzialnosc za to, na co nie ma Pan wplywu (jedzenie Pana dziewczyny) a jednoczesnie sklada Pan odpowiedzialnosc za zycie swoje i swojej dziewczyny na mnie. Rezygnuje Pan tym samym z odpowiedzialnosci za siebie, choc to Pan ma najwiekszy wplyw na swoje zycie. Oczekuje Pan zarazem, ze ja przejme odpowiedzialnosc za to, na co nie mam wplywu (zycie Pana i Pana dziewczyny). Byc moze w Pana otoczeniu wszyscy sa odpowiedzialni za wszystkich, nikt natomiast nie odpowiada za siebie. Nieadekwatne poczucie odpowiedzialnosci wiaze sie niekiedy z przypisywaniem sobie wiekszych mozliwosci wplywu na otoczenie, niz realnie sie posiada. Jesli na codzien ma Pan sklonnosc przeceniac swoje mozliwosci wplywania na postepowanie innych - od czasu do czasu musi Pan przezywac bolesne poczucie bezradnosci. Mam wrazenie, ze wobec mnie takze ma Pan nierealistyczne oczekiwania. W takiej sytuacji rozczarowania sa nieuchronne. Moze warto byloby, zeby podczas swojej psychoterapii sprobowal Pan uporzadkowac takze te sprawe. Z gory dziekuje. Pozdrawiam: Andrzej P.S. W tekscie na stronach pisze cos o podrzuceniu jakiegos pana tekstu do przeczytania dziewczynie chorej na anoreksje, o jaki tekst chodzi ? Chodzi o "Psychoterapie bulimii". Sciskam dlon i zycze powodzenia - Boguslaw Włodawiec Szanowny Panie, zwracam sie z prosba o podanie adresu poradni lub innego osrodka terapeutycznego, zajmujacego sie anoreksja wsrod mlodziezy. Moja znajoma, ktorej corka (15 lat) po raz kolejny wpadla w anoreksje, jest zrozpaczona i prosi o pomoc. Do tej pory wspomniana dziewczyna leczyla sie 2 lata wstecz u psychologa w Warszawie, lecz czlowiek ten nie mieszka juz w Polsce. Terapia byla skuteczna - lekarz "wyciagal" ja w czasie ok. 3 miesiecy. W chwili obecnej dziewczyna ma wykonane wszystkie badania podstawowe (stwierdzono m.in. niedoczynnosc tarczycy, poczatki anemii, brak okresu). Nadmieniam, ze znajoma moja mieszka i pracuje w Lesznie, wiec najchetniej skierowalaby sie po pomoc w miejscu zamieszkania. Oczywiscie, inne lokalizacje tez wchodza w gre: np. Poznan? Bardzo prosze o pilna odpowiedz, gdyz dziewcze nie przyjmuje zadnych pokarmow i plynow z wyjatkiem 1 l kefiru dziennie. Sytuacja staje sie dramatyczna, a chcialbym im - mimo wszystko - jak najszybciej pomoc. Z powazaniem Karol Szanowny Panie Karolu,
Panska znajoma moze zglosic sie z dzieckiem na terapie
stacjonarna (tzn. na oddziale calodobowym w szpitalu) do Kliniki Psychiatrii
Dzieci i Mlodziezy Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellonskiego w Krakowie
(tel. centrala 012/422-04-11), gdzie pracuja psychoterapeuci zajmujacy sie
psychoterapia zaburzen jedzenia. W tym miejscu dominuje psychoterapia
systemowa, (tzn. oddzialywania psychologiczne obejmuja cala rodzine i relacje w
niej). W 1996 roku na konferencji dotyczacej zaburzen jedzenia, przedstawicielka
tego osrodka donosila o osiagnieciu tam istotnego odsetka poprawy. Moze tez zglosic sie do Kliniki Dzieci i Mlodziezy
Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, ul Sobieskiego 1/9, (tel.
centrala 022/642-66-11). Tu takze jest terapia stacjonarna. Trwa maksymalnie do
pol roku. Wedlug slow przedstawiciela tego osrodka, w tym czasie mniejsza czesc
pacjentek uzyskuje bardzo duza poprawe. W IPN dominuje podejscie behawioralne,
tzn terapia skoncentrowana jest na zachowaniu pacjentki. Czesc psychoterapeutow
reprezentuje takze podejscie psychoanalityczne.
Niestety nie wiem, gdzie Panska znajoma moze otrzymac
pomoc w Poznaniu. Jesli uda sie Panu znalezc tam dobry osrodek, bylbym
wdzieczny za wiadomosc - byc moze ta informacja przyda sie jeszcze komus. Sciskam dlon - Boguslaw Wlodawiec *** Dziekuje za informacje. Ponizej adres w Poznaniu, ktory otrzymalem wczoraj. Karol > Klinika Psychiatri Dzieci i Mlodziezy tel. (0-61) 8491455, ul. Szpitalna 27/33, Poznan
NerwiceSzanowny Panie!!! Mam na imie Adam i ukonczone 23 lata. Bardzo ucieszyl mnie fakt, iż udało mi sie odnalezc Panska strone. Chcialbym prosic Pana o udzielenie porady. Otóż chcialbym po krotce wyjasnic moj problem. W szkole sredniej podczas rutynowej kontroli cisnienia tetniczego pielegniarka stwierdzila u mnie podniesione wartosci i zalecila wizyte u lekarza specjalisty. Poczatkowo zignorowalem sobie to zalecenie, lecz jakis rok pozniej podczas pieszej pielgrzymki do Częstochowy poczulem sie bardzo zle, bylo to zupelnie nieznane mi uczucie polegajace na sciskaniu glowy, oraz fala ciepla przechodzaca od stop do glow. Bardzo sie tym zdenerwowalem co jeszcze spotegowalo moje zle samopoczucie. W kartetce ktora nam towarzyszyla po zbadaniu cisnienia okazalo sie ze mam 180/100 ! .Po jakims czasie po podaniu srodkow spadlo do 140/100. Oczywiscie nie kontynuowalem pielgrzymki i wrocilem do domu. Po przyjezdzie udalem sie do lekarza. Pani doktor ktora mnie badala jeszcze bardziej mnie "pocieszyla" stwierdzajac u mnie szmery w okolicy serca oraz zlecila wykonanie wszystkich niezbednych badan. Przerazila mnie ta wiadomosc poniewaz jestem osobom bardzo wrazliwa. Otoz wszystkie badania okazaly sie prawidlowe. Łšcznie z UKG, EKG, badaniem dna oka itd. Otrzymalem rowniez leki hipotensyjne, ktore przyjmowalem regularnie przez okres ok. 2 lat. Podczas kuracji czulem sie napewno duzo lepiej, jednak takze wystepowalo u mnie samopoczucie zblizone do opisywanego. Temu wszystkiemu towarzyszyl duzy lek, bardzo szybkie bicie serca oraz poczucie krancowego zagrozenia. Od jakiegos czasu wcale juz nie przyjmuje lekow. Jednak stany lekowe pojawiaja sie u mnie czesto a ostatnio nawet bardzo czesto, co znacznie urtudnia mi wykonywanie zwyklych obowiazkow. (praca, studia). Wystepuja niezalenie od sytuacji w domu wsrod bliskich, w pracy. Zwlaszcza jednak jesli jestem gdzies sam oddalony od domu. Sš okresy kiedy czuje sie bardzo dobrze i wowczas zapominam o moich dolegliwosciach, moge smiac sie, biegac spotykac z przyjaciolmi, jednak czasem nie potrafie nawet wyjsc z domu poniewaz na sama mysl ogarnia mnie niczym nie uzasadniony lek. Wystepuja rowniez stany przygnebienia smutku i beznadziejnosci. Pragne nadmienic rownierz iz po pojawieniu sie klopotow z cisnieniem kupilem sobie aparat do pomiaru, ktory z jednej strony mnie uspakaja bo daje mi mozliwosc jego sprawdzenia jednak z drugiej strony jak miewam wysokie cisnienie, denerwuje sie jeszcze bardziej. Bardzo czesto krew naplywa mi do uszu, robie sie czerwony na twarzy. Bardzo martwi mnie ta sytuacja, pomimo iz nie wykryto u mnie zadnych schorzen somatycznych - co powinno mnie uspokoic, jednak te sytuacje wystepuja i uniemozliwiaja mi normalne funkcjonowanie. A przecierz z racji mojego mlodego wieku jest to jeszcze bardziej irytujace. Uprzejmie prosze o udzielenie mi jakiejs porady w jaki sposob mam dalej sobie radzic w mojej sytuacji. Zalaczam pozdrowienia Adam Drogi Panie Adamie, dolegliwosci, ktore Pan opisuje zapewne sa objawami nerwicy. Byc moze lek, ktory Pan odczuwa, to w istocie rzeczy lek przed przezywaniem innych, trudniejszych do przezycia lub nieakceptowanych uczuc, np. zlosci, pobudzenia seksualnego, rozpaczy, osamotnienia, itd. Niewiele pisze Pan o swoich relacjach z rodzina i innymi ludzmi, trudno mi wiec snuc dalsze przypuszczenia na ten temat - co dokladnie jest przyczyna Pana objawow i jakie bylyby czynniki leczace. Zachecalbym Pana do psychoterapii. Pozdrawiam serdecznie - Boguslaw Włodawiec Moj problem chyba nie jest odosobniony. Jestem chorobliwie niesmialy. W zwiazku z roznymi zahamowaniami nie jestem zadowolony z pracy, zycia i w ogole. Z tego powodu nie moge zdecydowac sie na wizyte u specjalisty. Dlatego pomysl z poradami za pomoca internetu lub telefoniczny jest dla mnie jedynym rozwiazaniem. Prosze o pomoc Aleksander Drogi Panie Aleksandrze, moja hipoteza dotyczaca niesmialosci jest taka: z jednej strony osoby nia dotkniete potrzebuja bezwarunkowej akceptacji, ktorej dostaly za malo - a wiec warto, by znalazl Pan osobe, ktora bedzie Pana tak akceptowac; z drugiej strony niesmialosc, jak mi sie wydaje, jest obawa przed wlasna, tlumiona agresywnoscia - nie nauczono bowiem niesmialej osoby, w jakich sytuacjach i okolicznosciach jej zlosc jest uzasadniona i spolecznie akceptowana i jak nalezy ja wyrazac. Niech wiec nauczy się Pan zloscic na ludzi, ktorzy naruszaja Pana prawa. Jak to robic, mozna nauczyc sie na treningu asertywnosci i poczytac w poradnikach poswieconych asertywnosci. Żeby pozbyć się nieśmiałości, musiałby Pan pogodzic sie z tym, ze niektore osoby przestana Pana lubic. Ale za to zaczna Pana szanowac. Sciskam dlon - Boguslaw Wlodawiec PS.
Wizyta u specjalisty jest w istocie rzeczy latwiejsza, niz samodzielna praca
nad soba. Witam ! Dzis wlasnie udalo mi sie wyszukac Panska strone - poniewaz jestem "zainteresowany" tematem NERWICA - wklepujac w wyszukiwarce onet.pl owe haslo otrzymalem link do Panskiej strony gdzie znalazlem informacje o psychoterapii. Praktycznie od roku "walcze" z nerwica - od lutego zeszlego roku mialem sporadyczne napady leku, ktore zwiekszaly swoja czestotliwosc z kilku atakow w tygodniu do praktycznie codziennych - trwalem w tym stanie przez dwa miesiace w koncu przestalem wychodzic z domu z obawy ze atak leku dopadnie mnie na miescie i nikt mi nie pomoze - zglosilem sie do lekarza psychiatry - ktory wykluczyl schorzenia somatyczne (tarczyca itp. ) od wrzesnia'99 biore leki: IMIPRAMINE a od niedawna DEROXAT - postanowilem z postawy biernej walki z lekiem (farmakoterapia) przejsc do postawy czynnej (psychoterapia). Prosze mi powiedziec jakie sa szanse iz wyjde z tego blednego kola ? Chce rzucic leki - lekarze sie na to nie zgadzaja a ja juz mam dosyc brania lekow bo nie wiem na ile ja czuje sie dobrze a na ile jest to dzialanie lekow ? Pozdrawiam, Michal Drogi Panie Michale, byloby ryzykowne ocenianie Pana szans na wyleczenie sie z nerwicy tylko na podstawie Pana listu. Musze zakladac, ze nie pominal Pan niczego waznego, zas Pana przypadek jest typowy. W bardzo duzym uproszczeniu mozna powiedziec, ze jesli diagnoza lekarska jest trafna, Pana objawy ograniczaja sie wylacznie do leku, zas Pana dziecinstwo bylo w miare zwyczajne - to Pana szanse na wyleczenie sie z nerwicy nalezaloby oceniac bardzo wysoko. Nb. uwazam, ze kazda nerwica jest do wyleczenia, choc oczywiscie niektore, np. nerwice natrectw - lecza sie trudno i dlugo. Trudno mi jednak wypowiadac sie na temat Pana, bez przeprowadzenia dluzszego wywiadu psychiatrycznego twarza w twarz, upewnienia sie co do diagnozy i sprawdzenia wielu innych czynnikow, ktore moga miec wplyw na szybkosc wyleczenia. Sciskam dlon - Boguslaw Włodawiec Panie Boguslawie, Od 3 lat czuje sie bardzo zle boli mnie doslownie wszystko. Od pewnego czasu zaczely sie u mnie silne zawroty glowy takie, ze czasami bywa ze nie umie stac na nogach. Mialam zrobione wszystkie badania poczawszy od podstawowych, takich jak krew, mocz itp. a skonczywszy na badaniu tomograficznym glowy, badaniach bakteriologicznych. Okazalo sie, ze wszysko jest O.K. a ja czuje sie coraz gorzej. Czy to jest uwarunkowane nerwica, czy Pan spotyka sie z podobnymi osobami. Co ja mam robic. Jestem tym wykonczona. Droga Pani, jesli wszystkie badania wykluczaja choroby somatyczne, to mozna przypuszczac, ze ma Pani nerwice. Oczywiscie nie mozna postawic zaocznie Pani takiej diagnozy. Doradzalbym Pani kontakt z psychoterapeuta. W przypadkach nerwicy na ogol mozna byc optymista, jesli chodzi o mozliwosc ustapienia objawow badz znacznej poprawy. Pracuje z podobnymi osobami. Ciekaw jestem, co wydarzylo sie w Pani zyciu 3 lata temu. Pozdrawiam serdecznie - Boguslaw Wlodawiec Dzien dobry Panie Doktorze. Mam 26 lat a od 6 lat cierpie na napady lekowe z agorafobia. Wiem, ze przy tego typu dolegliwosciach niczym niezwyklym jest kolatanie serca, jego mocne lub niemiarowe bicie. Jednak od dluzszego czasu meczy mnie uczucie " wywracania sie ", "koziolkowania " serca, czasami zas " szemrania " w klatce piersiowej jakby " cos tam bylo luzne " (zaznaczam, ze pojawia sie to nagle, nawet wtedy gdy jestem spokojna). Robilam rozne badania typu EKG, EKG wysilkowe, EKG calodobowe i wiem, ze serce mam zdrowe, jednak zawsze podczas tych badan czulam sie dobrze i moment w ktorym wystepowaly wyzej opisane objawy nigdy nie zostal uchwycony. Bardzo mnie niepokoi ta arytmia, prosze wiec o wyjasnienie czy ten stan moze byc na tle nerwowym. Z WYRAZAMI SZACUNKU - BEATA Droga Pani Beato, takie dolegliwosci moga oczywiscie byc objawem nerwicy, ale diagnozuje sie ja poprzez wykluczenie najpierw innych przyczyn (somatycznych). Jednak obecnosc leku i fobii wskazuje, ze najprawdopodobniej ma Pani nerwice. Pozdrawiam serdecznie - Boguslaw Wlodawiec cze od dwoch
miesiecy zaczal mi sie problem z nerwica ktora specjalista neurolog i
psychiatra okreslil jako zespol leku napadowego. Objawia sie to u mnie w postaci leku
o wlasne zycie, jednak ten problem juz jakos opanowalem to gnebi mnie teraz lek
zebym sobie nie zrobil jakiejs krzywdy po prostu teraz boje sie mysli
samobojczych.Na koniec chcialbym prosic o jakas pomoc bo bardzo chce sie tego
pozbyc. Piotr Drogi Piotrze, najlepiej, gdybys poszukal psychoterapeuty w swoim
miescie. W panstwowej sluzbie zdrowia na ogol oferowana jest farmakoterapia,
ale byc moze bedziesz mial szczescie trafic na psychoterapeute. Moze mozna
znalezc u Ciebie jakies prywatne osrodki oferujace psychoterapie. Niestety, nie
jestem zorientowany - znam srodowisko zawodowe w Warszawie, wiem, kto jest
dobry w Krakowie i w Lodzi, ale nie mam pojecia, jak to wyglada w innych
miastach. Jesli nie znajdziesz psychoterapeuty w swoim miescie, mozesz szukac
terapii stacjonarnej (np. 6 tygodni w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w
Warszawie, albo w sanatorium w Komorowie k. Warszawy). Albo dojezdzac raz w
tygodniu do innego miasta. Sciskam dlon - Boguslaw Wlodawiec Witam Panie Boguslawie Nazywam
sie Irek i mam 22 lata. Chyba
od szkoly podstawowej mam bardzo trudny problem. Ale zaczne od poczatku.
Stwierdzono u mnie niedowlad prawostronny - przez co od urodzenia mam
prawa reke mniej sprawna. Zawsze od dziecka lubilem w duzych dawkach sluchac
muzyki i spiewac. Zawsze przed
szkola musialem sie wyspiewac i pojsc do szkoly "na fali". Pod koniec osmej klasy zauwazylem ze
bardzo trudno mi zapanowac nad moimi emocjami. Pojawialo sie paralizujace, silne napiecie emocjonalne. Np. wstawalem z lozka i czulem jakby
ktos mnie dusil. Gardlo krtan mialem sztywna. W niektorych sekundach napiecie tak bylo silne ze nie moglem
wypowiedziec poprawnie zadnego slowa. I
tak jest do dzis. Nie wiem w co jest przyczyna takiego stanu. Czy wiec moj problem jest kwestia
wrazliwosci, czy moze choroby
ukladu nerwowego (jakiejs nerwicy) Pozdrawiam
i czekam na bardzo wazna dla mnie odpowiedz. Irek Drogi Panie Irku, Nerwica, wbrew nazwie, nie jest choroba ukladu
nerwowego, lecz zalicza sie do grupy zaburzen psychicznych i zaburzen
zachowania. Mozna to nazwac kwestia wrazliwosci. Doradzalbym Panu na wszelki wypadek, konsultacje laryngologiczna, by wykluczyc somatyczne przyczyny klopotow z gardlem. Zapewne lekarz nie znalazlby zadnej somatycznej przyczyny. Wtedy doradzalbym Panu psychoterapie. Wowczas warto byloby sprawdzic hipoteze, ze Pana problemy sa efektem tlumienia rozpaczy. Interesowalyby mnie okolicznosci pojawienia sie objawu i relacje w Pana rodzinie, zwiazane z tym Pana uczucia oraz sprawy, ktore moglyby budzic rozpacz. Byc moze jako dziecko czul sie Pan gorszy od rowiesnikow spowodu mniejszej sprawnosci fizycznej. Psychiczne wsparcie rodzicow pomogloby Panu poradzic sobie z tym problemem. Nie wykluczone jednak, ze rodzice uznali, ze musi byc Pan twardy, by poradzic sobie w zyciu i wymagali od Pana okazywania optymizmu, a nie wyrazania rozpaczy. Byc moze spiew pomagal Panu zmobilizowac sily do kontaktu z rowiesnikami w szkole. W pewnym momencie jednak podswiadomosc odmowila
wspolpracy. Nie mozna przeciez mobilizowac sie bez konca. W rezultacie nie moze
Pan spiewac. Oczywiscie to tylko moje fantazje na Pana temat, ktore
dopiero nalezaloby sprawdzic. Ciekaw jestem, co Pan robi, kiedy ma Pan ochote
plakac? Sciskam dlon - Boguslaw Wlodawiec *** Witam Panie Boguslawie! W ciagu
zaledwie dwoch dni bardzo zmienilo sie moje spojrzenie na swiat. Bylem na stronie benedyktynow -
rozwazania dotyczace prawidlowego funkcjonowania systemu duchowego i materialnego.
Mysle ze przyczyna mojego problemu bylo nie uporzadkowane silne" zycie
wewnetrzne. To, ze mocno
wszystko odczuwalem szukajac odbicia tych wszystkich uczuc w otaczajacych mnie
ludziach, ktorzy nie maja tak mocno wewnetrznego zycia rozwinietego. I uczucia
te jakby nie znajdowaly odbicia, zamieniajac sie w wewnetrzna potezna rozpacz. Uswiadomilem sobie ze kiedy patrze na
swiat nie jako materie tylko wewnetrznie z cala sila mych uczuc czuje sie
szczesliwy. Patrze jakby glebiej
- tak jak chcialem. Czy to
jest wytlumaczenie ? Pozdrawiam
serdecznie Irek Witam Panie Boguslawie Wraz z
uplywem czasu doszedlem do wniosku ze moj problem na pewno nie jest natury
religijnej. Pytal Pan
kiedy chce mi sie plakac.Otoz nie przypominam sobie kiedy ostatnio plakalem - bylo to bardzo dawno.Mysle ze to tez
nie jest tlumienie jakiegos rodzaju rozpaczy. Opisze
teraz jak sie bardzo czesto czuje. Mozna porownac to do jakiegos silnego rodzaju leku,bojazni
przed czyms.Dlugo nie moglem dojsc do "slowa" leku, poniewaz nie wiem czego sie boje. Lek
jest tak paralizujacy ze sciska mi gardlo i nie moge powiedziec ani slowa. Odczuwam ten stan kiedy jestem sam, w
kontaktach z ludzmi, rodzina. Wiec
czegos sie boje ale nie wiem czego. Czy
wedlug Pana to jest choroba ? Czy mozna to wyleczyc ? Pozdrawiam. I czekam na wazna dla mnie odpowiedz. Drogi Panie Irku, mozna to wyleczyc. Gdybym byl Pana terapeuta, jednak sprawdzalbym najpierw, jak reaguje Pan na tresci z Pana zycia, ktore zazwyczaj budza rozpacz. Pisalem juz Panu, co sklonilo mnie do takich wlasnie przypuszczen. Oczywiscie w trakcie terapii pojawiaja sie nowe fakty, spostrzezenia i hipotezy, nie ma wiec powodu, by przywiazywac nadmierna wage do moich przypuszczen, wysuwanych na tylko podstawie kontaktu przez internet. Sciskam dlon - Boguslaw Wlodawiec Panie Boguslawie, Wlasnie dowiedzialam sie, ze mam nerwice wegetatywna. Byla to dla mnie wiadomosc przykra. Jednak z drugiej strony troche mnie uspokoila, gdyz nareszcie znalazlam przyczyne moich dziwnych dolegliwosci. Dziwnych dlatego, ze wyniki wszystkich badan, jakie zalecil mi internista i kardiolog byly dobre. Wydaje mi sie, ze moj przypadek nie jest zbyt powazny. Zdarzaja sie jednak czasami objawy, ktore mnie bardzo niepokoja. Prosze o informacje czy taka nerwice mozna wyleczyc samemu, czy niezbedna jest interwencja specjalisty (jakiego?). Bede zobowiazana jesli znajdzie Pan chwile na odpowiedz. Pozdrawiam, Marta (l. 28) Droga Pani Marto, Czynniki leczace w psychoterapii to: interpretacja i wyjasnienie istoty konfliktu miedzy sprzecznymi dazeniami, potrzebami lub wartosciami, uwrazliwianie na przezywane emocje, odreagowanie tlumionych, niekiedy nieakceptowanych uczuc, uswiadomienie sobie i asymilacja negatywnych doswiadczen, wglad (zmiana oceny dotychczasowych doswiadczen emocjonalnych, siebie i otoczenia, np. przekonan dotyczacych wlasnej osoby i relacji z ludzmi, budowanie autonomicznego systemu wartosci) doswiadczenie nowych relacji z ludzmi (nowych, leczacych doswiadczen w relacji z terapeuta lub grupa terapeutyczna), wyprobowanie nowych wzorcow zachowan (np. uczenie sie zaspokajania w doroslym zyciu deficytow emocjonalnych z dziecinstwa, realizowania swoich potrzeb, obrony swoich praw, itd.). Jest mozliwe znalezienie podobnych doswiadczen takze poza psychoterapia, np. poprzez kontakty z ludzmi obdarzanymi autorytetem, doswiadczonymi zyciowo, majacymi dla Pani czas i uwage. Prawdopodobienstwo uzyskania w ten sposob skutecznej pomocy jest roznie oceniane, dominuje jednak poglad, ze czas leczenia jest wowczas dluzszy, zas odsetek wyleczonych - istotnie nizszy. Wiecej informacji na ten temat znajdzie Pani na mojej stronie dotyczacej badan nad efektywnoscia psychoterapii. Jesli jednak chodzi Pani o "wyleczenie sie samej", tzn. bez poszukiwania pomocy u jakiejkolwiek bliskiej osoby, to obawiam sie, ze byloby to bardzo malo prawdopodobne. Nie bardzo wiem, jak moglaby Pani pomagac sobie sama. Np. lektura popularnych poradnikow psychologicznych moglaby pomoc Pani w zrozumieniu przyczyn Pani klopotow, ale samo intelektualne rozumienie jest tylko jednym z czynnikow leczacych, ktory czesto jeszcze nie wystarcza do usuniecia objawow. Pozostale czynniki leczace pojawiaja sie tylko w bliskich relacjach z ludzmi. Jesli chodzi o specjalistow z tej dziedziny, to psychoterapia zajmuja sie psychologowie i psychiatrzy, specjalizujacy sie w psychoterapii (nie wszyscy - znaczna czesc psychiatrow stosuje wylacznie farmakoterapie w leczeniu zaburzen psychicznych; z kolei znaczna czesc psychologow zajmuje sie innymi dziedzinami psychologii). Pozdrawiam serdecznie i zycze powodzenia - Boguslaw Wlodawiec Szanowny Panie ! Mam ogromna prosbe. Chcialbym rozpoczac terapie. Powod jest prosty - mam niezdrowe relacje z soba samym, z otoczeniem, nie potrafie nawiazywac zadnych trwalszych relacji z ludzmi. Za tym "wierzcholkiem gory lodowej" ida oczywiscie inne rzeczy, ale nie jest to miejsce do ich opisu. Rzecz w tym, ze nie potrafie ocenic terapeuty. Bardzo mi zalezy, aby trafic w rece specjalisty - ostatnie kilka miesiecy zmarnowalem pracujac z kims, kto w moim odczuciu okazal sie zwyklym naciagaczem. Nie wspomne o tym, ze niemalo mnie to kosztowalo. Bylbym wdzieczny, gdyby mogl mi Pan podpowiedziec kilka kryteriow, na podstawie ktorych moge ocenic terapeute jeszcze przed rozpoczeciem terpaii. Wolalbym nie narazac sie po raz drugi na przykre doswiadczenia, jakie staly sie moim udzialem. Laczac wyrazy szacunku, Witold Drogi Panie Witoldzie, to bardzo trudne pytanie. Ja nie potrafie w sposob miarodajny ocenic czyichs kwalifikacji psychoterapeutycznych, zanim nie zobacze go przy pracy. Przypuszczam wiec, ze dla Pana rowniez moze to byc bardzo trudne, czy wrecz niemozliwe - ocenic terapeute jeszcze przed rozpoczeciem terapii. Mozna natomiast przyjac kilka kryteriow, ktore pozwola wykluczyc kogos jako potencjalnego terapeute, ale nie da to jeszcze pewnosci, ze osoba, ktora spelni te kryteria, bedzie dla Pana odpowiednim terapeuta. Moze Pan zapytac swojego psychoterapeute o ukonczony kierunek studiow oraz dodatkowe staze i szkolenia w zakresie psychoterapii. Oczywiscie nie polecam inzynierow czy absolwentow SGGW, lecz psychologow, psychiatrow, badz absolwentow resocjalizacji. Niestety, w Polsce nie ma zwyczaju prosic kogos o pokazanie dyplomu ukonczenia studiow. W jednym z listow napisalem juz o charakterystycznych pytaniach, jakie zazwyczaj zadaja psychoterapeuci w ciagu kilku pierwszych spotkan: "Co Pana sprowadza? (czy to Pana wybor, byc tutaj?) W jaki sposob jest to dla Pana problemem? (jaki jest cel terapii?) Czy Pana zdaniem to (cel terapii) jest mozliwe do osiagniecia? Jakie sa korzysci z objawow? (wady wyleczenia?) Czy terapeuta jest odpowiednia osoba (czy wolalby Pan, zeby terapeuta byl kobieta/mezczyzna, osoba mlodsza/starsza?)" Niekiedy jednak te pytania sa pomijane, np. gdy odpowiedz na ktores z nich jest oczywista. Niech Pan zadaje swojemu terapeucie pytania dotyczace diagnozy i terapii, oczekujac wyczerpujacych odpowiedzi. Niech Pan zapyta go, jaki kierunek terapeutyczny jest mu najblizszy i niech Pan czyta ksiazki nt. psychoterapii z tego wlasnie nurtu - zorientuje sie Pan, czy zasady tego kierunku Pana terapeuta stosuje w praktyce. Wprawdzie w Polsce wielu psychoterapeutow czerpie inspiracje z wielu zrodel - ale moze Pan takze zajrzec do ksiazek, zawierajacych skrocone omowienia wiekszosci z nich, np. ksiazki prof. Jerzego Aleksandrowicza "Psychoterapia medyczna", lub podrecznika prof. Lidii Grzesiuk "Psychoterapia. Szkoly, zjawiska, techniki i specyficzne problemy". Latwiej sie Pan zorientuje, gdy Pana terapeuta bedzie mowic bzdury. Na pewno nie moze byc dobrym terapeuta osoba nieuczciwa wobec swoich pacjentow, niegodna zaufania, niedyskretna, czy nie dotrzymujaca slowa. Wazne, zeby terapeuta byl spojny w swoim zachowaniu werbalnym i niewerbalnym, tj. zeby jego postawa ciala, gesty, ton glosu, mimika, byly zgodne z trescia tego, co mowi. Jest niewiarygodna jako terapeuta osoba, ktora np. zaprzecza przezywaniu jakis negatywnych uczuc, jednoczesnie ujawniajac je niewerbalnie. Zaden psychoterapeuta nie bedzie za Pana podejmowac zyciowych decyzji, np. nalegac, by Pan np. zmienil prace, przyjaciol, rozwiodl sie lub ozenil, uwierzyl w Boga lub przeciwnie, zmienil wyznanie, itd. Ktos, kto probowalby decydowac za Pana w podobnych sprawach, nie ma kwalifikacji, by byc terapeuta. Jednak terapeuta o orientacji eriksonowskiej moglby zalecic Panu np. zapisanie sie na basen, taniec, czy wizyte np. w dyskotece, w celu cwiczenia okreslonych zachowan spolecznych. Byloby dobrze, zeby psychoterapeuta Pana lubil. Jednak moze byc trudno to Panu ocenic, jesli po dluzszym czasie wspolnej pracy pojawi sie zjawisko przeniesienia (tj. gdy bedzie Pan sklonny odczuwac wobec niego podobne emocje jak do rodzica, np. milosc, nienawisc, poczucie krzywdy, i gdy bedzie Pan sklonny sadzic, ze on czuje wobec Pana podobne emocje, ktore Pana rodzic czul kiedys wobec Pana, np. niechec, odrzucenie, nienawisc). Jestem ciekaw, jak wygladala Pana terapia i co sprawilo, ze poczul sie Pan oszukany. Byc moze moglym odniesc sie do Pana pytania mniej ogolnie, a bardziej rzeczowo. Nigdy jeszcze nie zetknalem sie z naciagaczem podajacym sie za psychoterapeute i raczej sklonny jestem myslec, ze naciagacze znajduja sobie wieksze pole do popisu w innych zawodach. Sciskam dlon - Boguslaw Wlodawiec Dzien Dobry, nie bardzo wiem czy strona ta jest nadal aktualna - w sensie kontaktu z Panem. Od kilku miesiecy czynie starania aby znalezc jakies infromacje (w jezyku polskim) na temat zaburzen tarczycy i stanow emocjonalnych z tym zwiazanych. Od 2 miesiecy poddalam sie terapii, przyjmujac lek "Tapazole". Po ktorym jestem napewno spokojniejsza, ale moje nazwijmy to stany depresyjne nasilily sie i nie bardzo wiem jak sobie powinnam pomoc. Co ciekawe wczesniej nachodzily mnie tego typu "humory" ale o mniejszej skali nasilenia. Totez nie wiem czy tarczyca powoduje zaburzenia psychiczne i jakie? Uprzejmie prosze o kontakt, bo nawet moje mysli sa zwichrzone, Pozdrawiam, Alina Droga Pani, choroby tarczycy moga miec wplyw na Pani nastroj. Np. niedoczynnosc tarczycy powoduje m.in. spowolnienie reakcji umyslowych, oslabienie, sennosc, spowolnienie mowy, oslabienie popedu plciowego. Pozdrawiam serdecznie - Boguslaw Wlodawiec Dzien dobry. Pisze do Pana, gdyz mam pewien problem. Od dawna mialem duze klopoty w nawiazywaniu kontaktow z innymi ludzmi. Czesto bylem niezadowolony z wlasnych osiagniec (choc obiektywnie patrzac byly one czasami bardzo duze). Do niedawna uwazalem to za rzecz normalna (niezadowolenie z siebie traktowalem jako motor do dalszej pracy). Ostatnio uswiadomilem sobie (a w zasadzie powiedzieli mi o tym inni), ze w mojej obecnosci czuja sie czesto traktowani "z gory", czy wrecz z pogarda. Miedzy innyim z tego powodu rozpadl sie moj ostatni zwiazek (bylem bardzo wrazliwy na krytyke -reagowalem widocznym niezadowoleniem). Dziewczyna z ktora bylem mowila mi (niestety za pozno), ze ta cecha i brak pasji w moim zyciu nie pozwalaly jej byc ze mna. Zaczalem interesowac sie psychologia. W styczniowym numerze magazynu "charaktery" przeczytalem ciekawy artykul o narcystycznym zaburzeniu osobowosci (nadwrazliwosc na krytyke, niska samoocena, ciagle udawanie kogos innego, itp.) - i znalazlem te cechy u siebie. Postanowilem sie zmienic - bardziej zaakceptowac siebie, mniej ranic innych. (Nie chce angazowac sie w zwiazki nie bedac pogodzonym ze soba). Wiem jednak, ze to nie jest proste. Dlatego prosze o rade - od czego zaczac? Czy powinienem zglosic sie do terapeuty? A moze zmiany przyjda same, z czasem? Z gory dziekuje za odpowiedz Miroslaw (22) Drogi Panie Miroslawie, najbardziej pomogloby Panu, gdyby poczul Pan, ze ktos Pana lubi za zwyczajnosc. Do tego niestety, zapewne musialby Pan takze przezyc poczucie odrzucenia z dziecinstwa. Przyjecie teraz akceptacji bedzie bowiem wiazac sie z bolem poczucia odrzucenia zwiazanym z tym, ze kiedys musial byc Pan nadzwyczajny, by zasluzyc na milosc. Tymczasem zasluguje Pan na milosc za to tylko, ze jest. Bardzo trudno polubic siebie samego, jesli wczesniej nie doswiadczylo sie akceptacji kogos innego. Afirmacje, choc moga w tym pomoc, maja ograniczona skutecznosc. W zdrowej rodzinie dziecko lubi siebie, bo doswiadczylo bezwarunkowej akceptacji rodzicow. Komus, kto nie mial takiego doswiadczenia, bardzo trudno to poczuc. Zmiany nie przychodza same, lecz powoduja je odpowiednie relacje z ludzmi. Na takie relacje mozna trafic z czasem, lecz mozna tez nie trafic, albo nie umiec ich nawiazywac. Dlatego m.in. istnieje psychoterapia. Doradzalbym wiec Panu psychoterapie. Niech Pan znajdzie dobrego psychoterapeute, a nastepnie, w relacji z nim, niech Pan na poczatek sprobuje pogodzic sie z tym, ze on nie bedzie doskonaly. Niech Pan pamieta, ze to moze byc dla Pana bardzo duza trudnosc, wiec niech Pan nie zniecheca sie z tego powodu. Jesli uda sie Panu nie zniechecic do niedoskonalego terapeuty, byc moze on bedzie mial wystarczajaco duzo czasu, by pomoc Panu pogodzic sie z Pana niedoskonaloscia. Pozdrawiam serdecznie - Boguslaw Wlodawiec Problemy dorosłych dzieci alkoholikówTak sie zdarzylo, ze przezywajac kolejna rozterke zyciowa, bez wiekszej nadziei czy oczekiwania, przegladalam internetowe adresy i natrafilam na Pana strone domowa. O dziwo "przypadkiem ?" okazalo sie, ze w tekscie dotyczacym DDA zostal opisany moj swiat, z ktorym borykam sie odkad pamietam. Moje losy potoczyly sie tak, ze w tej chwili mam za soba ukonczone dobre studia, mam interesujaca prace i zabezpieczenie majatkowe. Moja pasja zyciowa jest rozwoj osobisty czlowieka. Jednoczesnie jestem dzieckiem nalogowych alkoholikow. Zostalam wykorzystana seksualnie jako dziecko przez najblizsze osoby z rodziny. Mam za soba ogrom tragedii, ktora wydarzyla sie w moim zyciu. Na co dzien walcze z poczuciem braku pewnosci siebie i pustki. Czuje sie gorsza od innych. Niszcze swoj zwiazek partnerski. Mam za soba tak silne depresje, ze nie bylam w stanie wykonywac podstawowych czynnosci zyciowych. Mam za soba dwie psychoterapie. Prawdopodobnie pomogly mi w pewnym stopniu, ale zawsze czulam ze nie dotykaja sedna problemu. Czulam sie w nich jak maszyna co tydzien wprowadzana w ruch i zatrzymujaca sie juz nazajutrz. Czulam, ze psychoterapeucie nie do konca zalezy na moim prawdziwym zrozumieniu, bardziej na moim poslusznym machinalnym wykonywaniu "prac domowych". Malo tego, widzialam tez narastajaca w nim frustracje, gdy tego nie robilam, tlumaczac, ze nie do konca ma to dla mnie sens. Nie uznaje pomocy samej sobie w postaci: rob cos, nawet jesli nie do konca to rozumiesz i czekaj na efekty. Tak pokrotce wyglada moja historia. Nie spodziewam sie cudow, natomiast nie ukrywam, ze mam nadzieje, iz znajde w koncu ten "zloty srodek", ktory pomoze rowniez mnie. Prosze o odpowiedz, jesli uzna Pan, ze jest jakakolwiek szansa we wskazaniu mi zrodla rzeczywistej pomocy. Pozdrawiam, Paulina Droga Pani, przypuszczam, ze jest szansa dla uzyskania przez Pania
pomocy. Wydaje mi sie, ze pustke, o ktorej Pani pisze, moga
wypelnic bliskie zwiazki z ludzmi. Moze nie umie Pani ich nawiazywac. Byc moze
pustka ta kryje stlumione emocje, ktore nalezaloby odreagowac. Pozdrawiam serdecznie - Boguslaw Wlodawiec Prosilabym o informacje, jaki charakter ma pierwsze spotkanie z psychoterapeuta. Pozdrawiam serdecznie - Paulina Droga Pani Paulino, pierwsza sesja ma czesto dosc schematyczny przebieg. Zazwyczaj dazy sie do ustalenia, co bedzie celem terapii, czy zdaniem pacjenta ten cel jest mozliwy do osiagniecia, po czym pacjent pozna jego osiagniecie, czy sa jakies konkurencyjne motywy (tj. jakie sa dobre strony obecnych problemow i jakie problemy pojawia sie, gdy cel terapii zostanie osiagniety). W przypadku watpliwosci pacjenta co do osoby terapeuty (istotne znaczenie dla pacjenta moze miec np. wiek lub plec terapeuty), dazy sie do ich ujawnienia i znalezienia rozwiazania odpowiedniego dla pacjenta. To tyle w duzym skrocie - jesli interesuje Pania to zagadnienie, moge polecic Pani odpowiednia litereature (np. "ABC psychologicznej pomocy" pod red. J. Santorskiego) Poniewaz troche wiem o Pani, mam tez jakies ogolne wyobrazenia na temat Pani klopotow i hipotezy dotyczace czynnikow leczacych. Byc moze nie odreagowala Pani dotad stlumionych emocji z dziecinstwa. Przypuszczam, ze pustka, o ktorej Pani pisala, wyplywa z braku bliskich zwiazkow z ludzmi. To tez wiaze sie z emocjami - jesli nikt nie moze towarzyszyc mi w tym, co przezywam, to z nikim nie moge byc blisko. Byc moze nie umie Pani zaufac ludziom - nalezaloby
sprawdzic, czego sie Pani obawia z ich strony i na ile te obawy sa adekwatne do
Pani obecnej sytuacji. To tyle, jesli chodzi o moje wyobrazenia o Pani
problemach. Zachecam Pania do lektur - jest teraz takze bogata literatura nt. DDA. Na pewno znajdzie Pani cos dla siebie. Pozdrawiam serdecznie - Boguslaw Wlodawiec *** Szanowny Panie, Rzeczywiscie duzym problemem jest moja nieumiejetnosc dostrzezenia dobrych stron w problemach, z ktorymi sie borykam. Postrzegam je zdecydowanie jako wroga, z ktorym nalezy jedynie walczyc. Jednoczesnie, jestem bardzo wymagajaca wobec siebie (co za tym idzie i innych), oczekuje perfekcji prawie pod kazdym wzgledem. To wywoluje we mnie ciagla frustracje, poczucie niedopasowania oraz konflikty przede wszystkim z bliskimi mi osobami. Jednoczesnie nie potrafie poczuc sie bezpiecznie w swiecie niedoskonalosci, przyjac za maksyme stwierdzenie propagowane przez niektore osoby "Jest tak, jak jest. Jest O.K.". Staram sie byc pozytywna, ale niewiele na razie mi z tego wychodzi. Na pewno moje dziecinstwo - w zasadzie jego brak w takim wymiarze, ktory jest budujacy - wplynelo na moj stosunek do otaczajacego mnie swiata. Mianowicie, musze bardzo pracowac nad soba, aby otaczajaca mnie rzeczywistosc postrzegac jako przychylna, w ludziach widziec dobro, oraz darzyc wewnetrzne glebokie przekonanie o tym, ze zycie mi sprzyja. Tego po prostu we mnie nie ma, lub nie potrafie tego odkryc. A samej siebie nie zamierzam do niczego zmuszac lub oszukiwac. Wszystko, co dobre w moim wewnetrznym zyciu zadzialo sie spontanicznie, naturalnie, choc nie twierdze, ze bez wkladu mojej pracy. Natomiast w mojej poprzedniej psychoterapii wiele bylo technik, co do ktorych, albo nie mialam przekonania, a byly jedynymi z mozliwych, albo nie przynosily zadnych efektow. Regresja takze nie przyniosla zadnych efektow. W pewnym momencie stwierdzilam, ze jestem przypadkiem beznadziejnym i zrezygnowalam. Nie potrafie w tej chwili przewidziec czy jestem w stanie otworzyc sie wyjawiajac wszystkie zdarzenia, ktore mialy miejsce w przeszlosci. Wielu rzeczy sama nie pamietam, a znam je jedynie z opowiadan. Jestem jednak pewna, ze to one rzutuja na moje obecne problemy oraz postawe jaka mam wobec codziennej rzeczywistosci. Jednak czuje wewnetrznie, ze jestem otwarta na prace nad soba. Pozdrawiam Pana i dziekuje za tak obszerna odpowiedz. Paulina Szanowny Panie, Caly czas nurtuje mnie pytanie, czy jestem w stanie poradzic sobie z szeroko pojetymi brakami w wychowaniu, jakie mialy miejsce ze strony moich rodzicow. Ich juz nie ma w moim zyciu (prawie), natomiast ja widze jak nierealne mam oczekiwania w stosunku do najblizszych mi osob. To od nich oczekuje (przede wszystkim nieswiadomie), aby wypelnili powstala we mnie pustke. Staram sie nad tym panowac, ale to nie umniejsza, a wrecz poteguje moj bol wewnetrzny, poczucie osamotnienia i niedostosowania oraz destrukcyjne postepowanie wobec siebie samej. Jestem po kilkukrotnej lekturze ksiazki "Toksyczne zwiazki" i "Toksyczni rodzice" wydawnictwa J. Santorskiego. Jednak kiedy staram sie pracowac nad soba wcielajac w zycie zawarte tam wskazowki ogarnia mnie taki lek, ze jestem jak sparalizowana. Wtedy jak posluszny baranek powracam do starych i bardzo destrukcyjnych zachowan. Nazywam to u siebie "choroba sieroca". Dostrzegam natomiast jak wazne jest wychowanie na przykladzie moich znajomych oraz bliskich. Chcialabym podkreslic, ze od psychoterapii nie oczekuje, zrekompensowania wszystkich brakow z przeszlosci. Mysle, ze jest to w doroslym zyciu niemozliwe. Bardziej potrzebuje pomocy w uporzadkowaniu tego co sie we mnie dzieje. Pomocy w okresleniu co jest realnym, mozliwym do spelnienia zyczeniem wobec swiata i innych, a co naruszaniem ich granic. Co i w jaki sposob moge zrobic dla siebie samej. Jak moge zbudowac wlasciwe relacje z innymi. I choc czytam na ten temat ksiazki, staram sie wcielac pewne zalecenia w zycie, to w swoim przypadku nadal jestem "glupia". To tyle. Pisze dosc wyrywkowo i byc moze zbyt ogolnie, jednak na tyle, w tym momencie potrafie sie otworzyc. Pozdrawiam serdecznie, Paulina Szanowny Panie, W poprzednim liscie pytalam o to, w jakim stopniu w doroslym zyciu moge przepracowac braki z dziecinstwa? Szczegolnie chodzi mi o brak obecnosci, wsparcia i ciepla ze strony rodzicow. W tej chwili od nich juz tego nie otrzymam, natomiast nieswiadomie oczekuje tego od bliskich. Dlatego, mysle, jesli buduje jakiekolwiek stosunki z innymi, to z reguly jestem albo zdystansowana, albo nadmiernie wymagajaca. Zwrocil Pan na to uwage w pierwszym. Pisal Pan, ze byc moze nie potrafie nawiazac bliskich kontaktow z innymi. Prawdopodobnie tak. Jednak, jak przez psychoterapie mozna sie tego skutecznie nauczyc? Jaka czestotliwosc spotkan w Pana odczuciu jest niezbedna, aby psychoterapia przynosila pozytywne rezultaty? Dosc intensywnie pracuje i nie zawsze moge regularnie uczestniczyc w psychoterapii. Droga Pani, czesc deficytow z dziecinstwa mozna uzupelnic w trakcie terapii, czesciej jednak terapia sluzy nauczeniu sie uzupelniania ich w realnym zyciu, w kontaktach z bliskimi ludzmi. Zainteresowala mnie regresja, o ktorej Pani wspomniala. Jestem ciekaw, jak to wygladalo i dlaczeg |